niedziela, 3 kwietnia 2016

"Brwi odrysowane od szklanki" czyli nie róbmy sobie krzywdy!

Wiem, ze okropnie was zaniedbałam, ale niestety przez dłuższy czas nie byłam w stanie pisać kolejnych artykułów. Dziś będzie o brwiach. Nie chce was zadręczać zdjęciami poszczególnych etapów regulacji, nakładania henny czy malowania brwi. Dlaczego? Dlatego, że każda z nas ma inny ich kształt, inny kolor włosków i inne rysy twarzy. Tworzenie jednego wzoru idealnych brwi mija się według mnie z celem. I tak u Twojej przyjaciółki Kasi naturalne grube czarne brwi będą wyglądać przepięknie natomiast Ty, zwłaszcza jeśli jesteś naturalną blondynką o jasnej oprawie oka i delikatnych rysach będziesz wyglądała po prostu brzydko…

Co w takim razie zrobić? Jeśli nigdy nie miałaś regulowanych brwi, bądź do tej pory wyrywałaś jedynie kilka najbardziej zbędnych włosów, a uważasz, ze należałoby coś w nich zmienić, najlepiej udaj się do dobrej kosmetyczki. Nie kombinuj przed lustrem z pęsetą, jednym okiem oglądając filmy na YouTube a drugim pilnując swoich brwi, bo nic z tego nie wyjdzie, a jak wyjdzie to sama się zdziwię. Dobra i sprawdzona kosmetyczka pomoże Ci w nadaniu kształtu a także doradzi Ci jaki kolor henny powinna nałożyć. Przed czym się ustrzec? Sama pracuję w gabinecie kosmetycznym i zawsze jak przychodzi do mnie nowa klientka na regulację i hennę pytam jakiego oczekuje efektu.  Czy chce mocne i wyraziste brwi czy wręcz przeciwnie. Oczywiście patrząc na nią widzę jak powinnam wyregulować jej brwi czy też je zafarbować, ale lubię jak ona sama powie mi czego chce. Jeśli „koncepcja” klientki bardzo źle będzie wyglądała na jej twarzy, staram się wyjaśnić w czym tkwi problem i zazwyczaj wtedy idziemy na kompromis. Podobno dobrą kosmetyczkę można poznać po tym jak reguluje brwi i jak wykonuje hennę. I coś w tym jest, bo często spotykam kobiety, które mają zrobione brwi na jeden wzór mimo, że ten nie zawsze do nich pasuje. A więc jeśli zamierzasz się wybrać na regulację, pamiętaj aby dokładnie powiedzieć na czym Ci zależy.

Wiele kobiet ma jednak uczulenie na hennę, bądź też nie lubi ich farbować a chciałaby mimo wszystko podkreślić ich kolor. Najłatwiej jest je wtedy pomalować. Ja właśnie należę do tej grupy. Owszem od czasu do czasu wykonam sobie hennę, ale najczęściej je po prostu maluję. Obecnie na rynku kosmetycznym jest tak szeroka gama produktów do podkreślenia brwi, że każda z nas jest w stanie wybrać kosmetyk idealny dla siebie.

Ołówki bądź kredki, są idealne dla kobiet, których naturalny kształt jest idealny, a brwi są gęste. Jeśli decydujesz się na zakup takiego produktu, pamiętaj aby wybrać specjalną kredkę do tego przeznaczoną. Są one dużo suchsze niż te do oczu i mają recepturę opartą na specjalnych woskach i pigmentach które nie rozmazują się przy potarciu np. dłonią. Wiele kobiet nakłada je bezpośrednio na skórę i włosy, rysując ich kształt i rozcierając po całej powierzchni. Dopiero potem używają specjalnej szczoteczki do ścierania nadmiaru produktu. Nie jest to błędem, wielu makijażystów właśnie w ten sposób aplikuje ten kosmetyk. Ja jednak wolę metodę, która podpatrzyłam na jednym ze szkoleń u głównego szkoleniowca Givenchy. Nakładał on grubą warstwę ołówka na grzbiet swojej ręki, następnie wcierał ten produkt w szczoteczkę a dopiero potem szczoteczką czesał brwi klientki. W ten sposób efekt był bardziej naturalny, nie rysował kredką brwi klientki a w konsekwencji włoski nie były wycierane.

Najczęściej wybieram mimo wszystko cienie do brwi. Wiele firm ma gotowe palety matowych cieni specjalnie do tego przeznaczonych. Swoją pierwszą paletę kupiłam bodajże z Avonu jeszcze w liceum i przyznam się, że nadal ją gdzieś posiadam w swojej kosmetyczce. Zazwyczaj korzystam jednak z palety Catrice. Przekładając, jakość produktu w stosunku do jego ceny, na pewno nie kupicie lepszego produktu. Kosmetyk ten oprócz dwóch cieni ma również wosk, którym ujarzmisz niesforne włoski. Jak poprawnie wykonać makijaż? Potrzebujesz skośnego pędzelka, którym obrysowujesz dolną krawędź swojej brwi. Następnie rozcierasz ten cień ku górze a ewentualnie ubytki delikatnie domalowywujesz. Jeśli zaaplikujesz zbyt dużo kosmetyku, przeczesz włoski szczoteczką.

Tusz do brwi jest chyba najprostszym kosmetykiem. Aplikujesz go podobnie jak ten do rzęs. Najważniejsze jest jednak, aby nie przesadzić z ilością. Dobrze się sprawdza u osób z gęstymi brwiami, które chcą jedynie podkreślić ich kolor. Sama nie korzystam z tego produktu.

Najpopularniejszym ostatnio zabiegiem jest makijaż permanentny. I właśnie w to zagadnienie chciałabym się bardziej zagłębić.
Dla kogo jest on idealny? Dla wszystkich osób u których naturalne brwi są asymetryczne, bardzo jasne lub po prostu wymagają „rekonstrukcji”. Do niedawna jedyną metodą było wykonanie tzw. tatuażu kosmetycznego. Kontur nowych brwi dopasowywany jest do kształtu i wielkości oka. W wielu przypadkach niestety kończyło się na cieniutkich kreseczkach. Aktualnie coraz większą furorę robi tzw. metoda piórkowa. Polega ona na rysowaniu pojedynczych włosków. Świetnie więc się sprawdza w przypadku zagęszczania naturalnych włosów, bądź też rekonstrukcji fragmentów brwi.


Metoda włoskowa


Tatuaż Kosmetyczny

Dlaczego o tym piszę? Ano właśnie dlatego, że coraz więcej Pań mnie o niego pyta. Czy warto go robić? Gdzie znaleźć dobra linergistkę? Na jaką metodę się zdecydować?
Czy warto? Oczywiście, że tak pod warunkiem, że Twoje brwi są dla Ciebie kłopotem bądź ich po prostu nie masz. Wykonywanie makijażu permanentnego tylko dlatego, że jest taka moda jest dla mnie po prostu głupotą. Zwłaszcza młode kobiety mają takie pomysły i potrafią swoje naturalne brwi golić lub wyrywać do zera a w zamian decydują się na cieniutką tatuażową kreseczkę. Dobrego linergiste najlepiej znaleźć z polecenia. Jeśli takiego nie posiadasz najlepiej poczytać na forach internetowych. Jeśli już zdecydujesz się na jakiegoś to obejrzyj dokładnie jego prace w galerii. Jeśli nie jesteś pewna najlepiej umów się i porozmawiaj, zapytaj w szczególności o efekt jakiego możesz się spodziewać. Co może Ci się wydawać podejrzane? Na pewno zbyt niska cena za usługę. Standardowo ceny makijażu permanentnego wahają się od 400 do 1200 zł. Trzeba wziąć pod uwagę, że szkolenia linergistyczne kosztują niemało a dodatkowo zakup sprzętu, pigmentów i czas pracy linergistki też są cenne. Co do metody gdybym ja miała się zdecydować na taki zabieg, na pewno wybrałabym metodę włoskową. Jest ona dużo naturalniejsza. Tatuażu kosmetycznego jeszcze nikomu nie poleciłam i chyba nie polecę, niestety nawet najlepiej dopasowany i najlepiej zrobiony zawsze dla mnie będzie nienaturalny. Oczywiście nie zamierzam nikogo krytykować, to po prostu kwestia gustu.

Pamiętaj, nie daj sobie zrobić krzywdy. Bo o ile w przypadku henny czy regulacji kolor się zmyje a włosek odrośnie to w przypadku makijażu permanentnego sprawa nie jest już taka prosta. Dlatego przemyśl swoja decyzję dwa razy i nie daj się skusić na wyjątkowe oferty promocyjne.

xoxo,
Marta Maluje!

wtorek, 15 grudnia 2015

Zainspiruj się na Sylwestra!

Połowa grudnia już za nami. Większość z nas ma wysprzątane mieszkania na święta, w kącie albo na balkonie czeka choinka a w wielu wannach pływają karpie:). I zapewne wiele z was ma gotowe plany na świąteczne potrawy. Czy jednak macie zaplanowane makijaże sylwestrowe? Jeśli nie mam nadzieje, że mój dzisiejszy artykuł pomoże wam się zainspirować oraz poznać trendy na sezon jesień/ zima 2015 i wybrać coś odpowiedniego na sylwestra.

PO PIERWSZE CEKINY!

Nic tak nie kojarzy się z sylwestrem i karnawałem jak właśnie cekiny. Co zaskakujące tych właśnie błyskotek możemy użyć do makijażu oka. I nie tylko można nimi rozświetlić jego wewnętrzny kącik  ale obsypać całą powiekę. Najpopularniejsze to te w kolorze starego złota, czarnym, grafitowym czy po prostu wielokolorowe. Jeśli zdecydujesz się na tego typu makijaż na usta raczej nałóż błyszczyk w kolorze nude lub po prostu pomadkę ochronna bez koloru. Już samo nałożenie cekinów sprawi, że Twój makijaż będzie wyjątkowy.


PO DRUGIE KROPKI…

Kropki zamiast cekinów to propozycja dla odważnych ale nie lubiących połysku kobiet. Podobnie jak cekiny malujemy kropki w okolicy powieki dolnej i górnej tworząc z nich spójną całość. Mogą być przyklejone, namalowane czarnym lub kolorowym eyelinerem.  Wybierając kropki czy cekiny pamiętaj, że im bardziej kolorowo i niecodziennie tym lepiej, jednak warto zadbać o harmoniczna spójność makijażu.


PO TRZECIE NIEŚMIERTELNE SMOKY

Makijaż smoky jest niesamowicie popularny, gdyż pasuje do wielu okazji i wg mnie jest jednym z łatwiejszych makijaży. Czasem śmieję się nawet do swoich klientek, że jak nie mam pomysłu na to jak by tu Panią pomalować to najczęściej decyduje się wtedy po prostu na smoky.  W tym sezonie do wykonania tego rodzaju make – upu używamy ciemnych i ciężkich kolorów. A więc możesz spokojnie wybrać ciemne granaty, szarości, brązy, odcienie śliwki czy po prostu klasykę i wybrać czerń.  Jeśli jesteś podobnie jak ja wielką fanką smoky dla urozmaicenia możesz dodać właśnie odrobinę cekinów lub brokatu w wewnętrzny kącik oka.



PO CZWARTE KRESKA

Niby też brzmi klasycznie ale kreska w tym sezonie jest najczęściej umiejscowiona na załamaniu powieki bądź też jest niechlujnie wrysowana w linie rzęs. Bardzo ciekawą wersje kreski przedstawił Chisato, promując kocia wywiniętą kreskę. Jeśli lubisz kolorowe kreski zdecyduj się na modny w tym sezonie chłodny błękit.


PO PIĄTE MAKIJAŻ GRAFICZNY

Wbrew pozorom najważniejsze w tym makijażu jest odpowiednie skorygowanie niedoskonałości czy asymetrii naszej twarzy. Tak więc podkład którym będziesz się malowała musi być mocniej kryjący i idealnie dopasowany do koloru Twojej karnacji. Następnie nałóż puder który nie tylko zmatowi cerę ale również delikatnie ją rozświetli i doda blasku. Jeśli chodzi o makijaż oka tu już masz pełne pole do popisu, zarówno w kolorze jak i kształcie. Możesz kolor nałożyć tylko na ruchomą powiekę lub zaszaleć i nałożyć go po same brwi.


PO SZÓSTE MAKE UP NO MAKE UP LUB JAK KTO WOLI SPORTY SPICE

Naturalna delikatność i lekkość w makijażu zawsze są w cenie. Dlatego jeśli nie lubisz mocnych makijaży postaw na make up no make up. Wykonując ten makijaż skup się na podkreśleniu swojego naturalnego piękna. Rozświetl swoją cerę, podkreśl usta bezbarwnym błyszczykiem, mocno wytuszuj rzęsy, nałóż rozświetlacz i naturalny róż na kości policzkowe.



PO SIÓDME CIEMNE USTA

Ciemne burgundy, fiolety, brązy czy nawet czernie są niesamowicie popularne na wybiegach ale również na ulicach. Zawsze zazdrościłam kobietom pięknych, dużych i symetrycznych ust, a jeśli jesteś ich posiadaczką, koniecznie postaw na tego typu makijaż. Przy intensywnym kolorze ust warto jednak zrezygnować z mocnego podkreślenia oka.



Na koniec życzę wam ciepłych, radosnych, rodzinnych i smakowitych Świąt Bożego Narodzenia. Wielu prezentów pod choinką. Szampańskiej zabawy w noc sylwestrową i przede wszystkim szczęśliwego Nowego Roku!

Xoxo,

Marta Maluje!

piątek, 16 października 2015

Byle do wiosny, czyli jesienno - zimowy niezbędnik pielęgnacyjny!

Po gorącym lecie pozostało nam niestety tylko wspomnienie i lekka opalenizna. I tak jak powoli zamieniamy rzeczy w szafie z letnich na jesienno – zimowe, tak też powinniśmy zmienić naszą pielęgnacje i zwyczaje. Dlaczego? Ponieważ nasza skóra i to nie tylko ta na twarzy, ma zupełnie inne potrzeby niż w okresie wakacyjnym.

Zacznijmy, więc od twarzy. Jako, że nasza twarz jest naszą wizytówką zazwyczaj bardziej o nią dbamy i szukamy idealnych kosmetyków do jej pielęgnacji i makijażu. Większość z was zastanawia się, dlaczego więc ma zmieniać krem, który jest dla niej idealny i do tej pory świetnie się sprawdzał? A no, dlatego, że jesienno - zimowa pogoda inaczej wpływa na kondycję naszej cery niż letnie upały. A więc czego poszukujemy? Przede wszystkim rozglądajmy się za produktem, który oprócz działania, które nas najbardziej interesuje, (czyli np. nawilżenie, dotlenienie, zmatowienie, ujędrnienie, lifting) ma również właściwości odżywcze i ochronne przeciwko niskiej temperaturze. Dlaczego? Niska temperatura na dworze wpływa bardzo negatywnie na kondycje naszej skóry, szybciej się ona przesusza, łuszczy, staje się szorstka i matowa. Z kolei ogrzewanie i suchość powietrza w naszych domach pogłębiają proces odwodnienia naskórka. A więc jaki krem wybrać? Jeśli jesteś posiadaczką cery suchej na dzień zakup krem o właściwościach odżywczych i nawilżających o przewadze składników tłuszczowych nad składnikami wodnymi; na noc z kolei stosuj krem nawilżająco – regenerujący. Oczywiście każdy z nich może mieć dodatkowe funkcje, które są Tobie potrzebne, ale najważniejsze jest to, aby dokładnie ochraniał Twoją skórę przed odwodnieniem i podrażnieniem.
Cera mieszana bądź tłusta absolutnie nie powinna być traktowana jedynie kremami matującymi, gdyż po kilku tygodniach zauważysz efekt tzw. „zamkniętego koła”. Nieustanne matowienie skóry połączone z negatywnym działaniem niskich temperatur i ciepłem kaloryferów pogłębi odwodnienie skóry a ona broniąc się będzie próbowała wytworzyć więcej sebum… itd.…, co więc używać? Jak wiecie jestem szczęśliwą posiadaczką skóry tłustej a więc kłopot jej pielęgnacji mam w pełni rozwiązany. W zimie używam kremów nawilżających normalizujących pracę gruczołów łojowych, jednak mimo wszystko z większą zawartością składników tłuszczowych np. Tołpa Dermo Face seria Hydrativ o konsystencji bogatej lub lekkiej, na noc z kolei wybieram krem, który bardzo silnie nawilża naskórek a dodatkowo np. ma niewielką zawartość kwasów owocowych, składników regenerujących bądź też po prostu ją dotlenia.

Jeśli jesteśmy już przy pielęgnacji cery to na pewno miłym aspektem jest to, że wreszcie możemy wykonywać zabiegi tj. złuszczanie kwasowe naskórka, usuwanie przebarwień, usuwanie laserowo zbędnego owłosienia na twarzy. A więc jeśli potrzebujesz serii głębokich peelingów kwasowych to właśnie teraz możesz umówić się na wizytę do dobrej kosmetyczki! 

Co do makijażu, o ile w lato rezygnujemy z ciężkich podkładów i mocnego makijażu to właśnie teraz jest on jak najbardziej wskazany! Nie ma, co owijać w bawełnę, ale podkład, którego zaprzestałaś używać w czerwcu idealnie sprawdzi się teraz, jako dodatkowa ochrona Twojej cery. Jesienią i zimą również sięgamy po kolory, które są bardziej otulające i ciepłe, a wiec wszystkie pastelowe kolory cieni zastąp np. ciepłymi beżami, brązami, fioletami. Jeśli lubisz zaszaleć z makijażem sięgnij po granat, szarość czy zieleń. Oczywiście wszystkie kolory dobieraj pod względem własnego gustu i osobowości a przede wszystkim pamiętaj, żeby współgrał z Twoim typem urody. Ja mimo wszystko lubię zimą nałożyć np. ciepły brąz na powieki wtedy automatycznie cera nabiera kolorytu i neutralizuje jej ziemistość. Nie tylko latem używaj bronzera do konturowania swojej twarzy. Dużo zdrowsze i rozsądniejsze jest korygowanie bladości cery bronzerem niż wygrzewanie się w solarium, co tydzień .

Co do pielęgnacji ciała. Na pewno nie rezygnuj z wykonywania systematycznego peelingu i dbania o swoje stopy! Niestety my Polki mamy taką tendencję, że o ciało i o stopy dbamy tylko wtedy, gdy mamy je odkryte, a więc od kwietnia do końca września. No a cóż tu dużo mówić naskórek niestety gromadzi się tak samo w grudniu jak i w lipcu! Tak, więc pamiętaj wystarczy jak raz w tygodniu porządnie wypeelingujesz swoje ciało peelingiem cukrowym i potrzesz tarką swoje stopy. Po każdej kąpieli porządnie wsmaruj balsam nawilżający lub odżywczy w swoją skórę a stópki na noc nakremuj odpowiednim kremem. Co do dłoni. Wiele z nas pamięta o tym, aby systematycznie usunąć skórki i pomalować paznokcie jednak mało, która z nas przynajmniej raz dziennie smaruje dłonie kremem. Niestety detergenty i zimno bardzo negatywnie działają na nasze ręce i często niestety są szorstkie z mocno przesuszonym białym naskórkiem. Jak temu zaradzić? Jeśli masz kłopot z pamiętaniem o kremowaniu dłoni, porozkładaj je sobie w każdym pomieszczeniu w domu, a więc postaw tubkę koło łóżka, na stoliku pod telewizorem, w kuchni na parapecie, wrzuć jeden do kosmetyczki w torebce. Zwiększasz wtedy szanse na to, że zauważysz jakiś i posmarujesz nimi dłonie.

Niestety wkraczamy również w okres nieustannych katarów i spierzchniętych ust. Katar jak to katar, denerwuje człowieka okropnie a dodatkowo przez nieustanne smarkanie i wycieranie nosa mamy na nim suchy i łuszczący się naskórek. Ostatnio widziałam nawet reklamę kosmetyku, który miał w cudowny sposób zapobiec temu zjawisku. Czy tak jest naprawdę, podejrzewam, że tak tylko pozostaje pytanie czy jest sens kupowania kolejnego kosmetyku skoro bardzo podobne mamy w domu? Wszystkie osoby, które mają kłopot z zatokami i nieustannym katarem wiedzą dokładnie, że zwykła wazelina, krem Nivea lub inny tłusty krem spełnia to zadanie w pełni. Ja z własnego doświadczenia polecam szczególnie maść z witaminą A lub krem w słoiczku z marki Oriflame Tender Care.

Co do ust na chwilę obecną jest tak wiele pomadek ochronnych na rynku, że każda z nas może dobrać sobie dla siebie odpowiednią. Nie tylko różnią się, bowiem konsystencja i sposobem aplikacji, ale wiele z nich posiada również delikatny kolor w pełni zastępując np. pomadkę dzienną. Pamiętaj, aby wybierać taką, która posiada filtry UV. Ja osobiście najczęściej używam wspomnianego wcześniej kremu z Oriflame lub też pomadki nawilżającej Palmers Dark Chocolate & Cherry. Oprócz tego, że jest delikatnie czerwona, ma pyszny posmak i zawiera witaminę E i filtr SPF 15. Nie ważne, jaką markę wybierzesz najważniejsze jest jednak to, aby używać ją zawsze przed wyjściem na dwór i systematycznie uzupełniać, gdy się zje!

Jak już pewnie wiecie jestem wielką zwolenniczką stosowania filtrów. Dlatego nie zapominajcie, aby ich nadal używać. Oczywiście w zimne i pochmurne dni niekoniecznie musisz stosować SPF 50, wystarczy np. 15. Jedynym wyjątkiem są zimowe, mroźne i słoneczne dni. Pamiętaj, aby właśnie wtedy zastosować dużo mocniejszą wartość filtrów. Przyda się również wersja kremu ochronnego zimowego, który oprócz wartości SPF ok 30 – 50 jest mocno natłuszczający i chroniący skórę przed negatywnym działaniem mroźnego powietrza, zwłaszcza, jeśli jesteś zwolenniczką/ zwolennikiem sportów zimowych, koniecznie taki krem zapakuj do swojej kosmetyczki!

Xoxo,

Marta Maluje!

środa, 23 września 2015

Kupujemy czerwoną pomadkę!

Nie bez powodu mówi się, że każda kobieta powinna być w swoim życiu, chociaż raz pomalowana czerwoną pomadką, aby w pełni poczuć swoją kobiecość i seksualność. Właściwie dobrana pomadka podkreśla urodę, dodaje blasku, kokieterii a przede wszystkim jest symbolem wyzwolenia kobiet.

Aby zrozumieć jej fenomen musimy się cofnąć do starożytnego Egiptu. Jak wtedy malowano usta? Wykonywano mieszanki olejów roślinnych, owadów a nawet kruszonych minerałów czy też kamieni szlachetnych. Co ciekawe kolory jasnopomarańczowy i jaskrawoczerwony były zarezerwowane dla kobiet, których „specjalnością” był seks oralny. „Modna” była również fioletowa pomadka, którą otrzymywano przez zmieszanie jodu i bromu a przy tym była niezwykle trująca.

W antycznej Grecji pomalowane usta były oznaką bycia kurtyzaną, natomiast przeciwnie w Cesarstwie Rzymskim pomalowane ich było statutem dobrego pochodzenia.

W trakcie trwania okresu średniowiecza niewielka liczba kobiet decydowała się na ozdabianie swojego ciała makijażem, między innymi z powodu nastawienia kościoła katolickiego. Co prawda odnotowano zainteresowanie kobiet pomadkami na bazie krwi węża, ale zaznaczano, że głównie miała ona odwracać uwagę od nie przyjemnego oddechu.

Okres renesansu przyniósł ponowną miłość do pomadek a stało się to głównie za sprawą Elżbiety I Tudor i jej damom dworu, które używały pomadek czerwonych. Najczęściej otrzymywano je poprzez zmieszanie tłuszczów np. wosku pszczelego i cynobru (siarczek rtęci).

Najbardziej jednak kochano pomadki na dworze Ludwika XIV i XV, gdzie nimi malowały się nie tylko kobiety, ale również mężczyźni. W tym okresie również odkryto barwnik koszenile, który jest wykorzystywany po dzień dzisiejszy w kosmetykach.

Przełomowym rokiem jest 1883, kiedy to paryscy perfumiarze pierwszy raz zamykają pomadkę w jedwabnym pojemniku a efekt końcowy zaczynał przypominać nasze dzisiejsze kosmetyki, jednak nadal kosmetyk ten nakładano palcami na usta. W 1915 roku pomadka zyskała cylindryczne metalowe opakowanie, a w 1923 James Bruce Mason Jr. Zastosował mechanizm, który przesuwał pomadkę ku górze.

Matką chrzestną europejskiej kosmetyki była między innymi Elizabeth Arden, która wprowadziła do swoich butików sprzedaż czerwonych pomadek, a następnie propagowała ich używanie wśród swoich klientek. Tworzyła między innymi specjalną linię kolorów, które pasowały do kobiecych uniformów z okresu II wojny światowej oraz wprowadziła jedne z pierwszych haseł reklamowych.
Dziś czerwona pomadka kojarzy nam się przede wszystkim z seksapilem Merlin Monroe i wyrafinowaniem i elegancją Coco Chanel.

Jak dobrać odpowiedni kolor czerwieni?

Przede wszystkim określ swój typ urody. Nie musisz bawić się w skomplikowane analizy kolorystyczne i decydować czy masz intensywny ciepły typ urody czy delikatny i chłodny. Najważniejsze jest abyś zrobiła sobie krótką ankietę:
  • Jaką biżuterię częściej wybierasz srebrną czy złotą?
  • Tonacja twojego podkładu jest żółta czy raczej różowawa?
  • Lepiej pasuje do Ciebie czysta biel czy raczej preferujesz biele śmietankowe?

Ciepły typ urody lepiej wygląda w kolorze złotym a podkład wybiera z domieszką żółtego lub pomarańczowego pigmentu. Zimny typ urody lepiej czuje się w czystej bieli i z natury jest delikatnie różowawa.

Szybkim i dosyć popularnym sposobem określenia typu urody jest tzw. metoda nadgarstkowa. Jeśli żyły na Twoim nadgarstku wpadają kolorystycznie w odcienie niebieskiego masz typ chłodny, jeśli natomiast mają kolor zielony jesteś typem ciepłym. Jeśli barwa ich jest niebiesko-zielona i jednoznacznie nie umiesz ocenić ich koloru wtedy najprawdopodobniej masz typ neutralny.

Ciepła karnacja lepiej czuje się w oranżach, pomarańczach, ceglastych czerwieniach, koralach lub klasycznej czerwieni makowej.
Zimna karnacja powinna wybierać czerwienie malinowe, różowe, bordowe, a nawet fioletowe.

Jak wybrać czerwoną pomadkę?

Nie ma sensu nakładać 10 kolorów na usta. Jeśli wahasz się miedzy kilkoma odcieniami najlepiej nałóż je na nadgarstek jeden obok drugiego. Pamiętaj, że sztuczne światło zniekształca kolory i dlatego lepiej jest wyjść poza sklep, aby zauważyć ich wszystkie niuanse. Pozwoli Ci to również ocenić czy pomadka jest matowa satynowa czy też brokatowa a przy okazji ocenisz, która nich ma najwyższe krycie. Gdy już zdecydujesz się na jakiś kolor nałóż go na usta i ponownie oceń go w różnym świetle. Na ustach sprawdź maxymalnie 3 kolory, pamiętaj, że nakładanie i ścieranie kosmetyku z ust sprawi, że staną się one bardziej czerwone i przekrwione, a tym samym utrudnimy sobie ocenę koloru kosmetyku, który nałożyliśmy na nie. Pamiętaj, że przy mocnych i intensywnych czerwieniach konieczna jest kredka do obrysowania konturu warg a także cieniutki pędzelek umożliwiający precyzje w nakładaniu pomadki. Czy ja zawsze używam konturówki i pędzelka? Nie zawsze, jeśli nakładam jasne kolory bądź też błyszczyk często sama zapominam bądź też na tyle się śpieszę, że nie mam czasu poszukać odpowiedniego koloru konturówki. Jeśli jednak wybieram czerwień koniecznie zaopatruję się w precyzyjny pędzelek i konturówkę. Jaką potrzebujesz konturówkę? To zależy od Twoich ust. Przy małych i delikatnie zarysowanych wargach wybierz jasną cielistą, aby delikatnie obrysować ich kontur nad ich górną krawędzią w celu optycznego ich powiększenia. Przy kształtnych i symetrycznych wybierz taką, która idealnie będzie pasowała do pomadki. Jeśli masz niesymetryczne usta bądź też chcesz je optycznie pomniejszyć masz dwie możliwości albo użyć cielistej konturówki, zwłaszcza, jeśli zaczynasz swoje eksperymenty z makijażem, bądź też ton ciemniejszą i nałożyć ją nieco poniżej ich krawędzi, w ten sposób najszybciej pomniejszysz to, co jest zbyt duże.

Pamiętaj, aby dobierać kolor i rodzaj pomadki do pory dnia i okazji. Nie warto również bazować na schematach i używać tylko takiego koloru, którego polecają nam wszystkie poradniki. Czasem warto zaryzykować i od czasu do czasu nałożyć coś intensywniejszego albo w zupełnie innej tonacji. Nie lubię również teorii, że przy mocnym oku należy nałożyć lekką pomadkę. Dla odważniejszych kobiet polecam przetestowanie sobie makijażu w stylu lat 20 i wykonanie mocnego makijażu ust przy jednoczesnym podkreśleniu oka ciemniejszym cieniem w stylu smokyeyes.

Xoxo,

Marta Maluje!

niedziela, 30 sierpnia 2015

Chwilowa przerwa

Wszystkich moich czytelników ogromnie przepraszam za ostatnie braki publikacji nowych artykułów. Nie zarzuciłam pomysłu pisania bloga, ale niestety z braku czasu chwilowo musiałam go zawiesić... Aktualnie muszę bardzo mocno skupić się na nauce w nowej pracy oraz na szybkim i efektywnym zdaniu egzaminu na prawo jazdy. Na pocieszenie: mam wiele pomysłów na kolejne artykuły i w każdej wolnej chwili postaram się napisać coś nowego:)
Proszę wszystkich czytelników o odrobinę cierpliwości a w razie pytań proszę o kontakt przez fanpagea.

xoxo,
MartaMaluje!

niedziela, 2 sierpnia 2015

"Złe" składniki kosmetyków cz. II



Początkowo miałam napisać tylko jeden artykuł o złych składnikach kosmetyków, ale im więcej o nich myślałam tym więcej mi się ich przypominało. Dlatego pojawił się ten artykuł i z całą pewnością znowu nie umieszczę w nich wszystkich związków, o których chcę napisać, dlatego w przyszłości spodziewajcie się więcej artykułów o tej tematyce.

ALUMINIUM I JEGO SOLE
Związek najczęściej kojarzony z antypespirantami, ale pamiętaj o tym, że bardzo często dodawany jest również do kremów z filtrem. Glin oraz jego sole, nałożone na skórę blokują wydzielanie potu i czopują ujścia gruczołów potowych. Pod ich wpływem, bowiem następuje wzmożone rogowacenie komórek naskórka u wejścia gruczołu potowego, a tym samym zawężenie częściowe lub całkowite jego ujścia. Stąd też, sam pot nie ma możliwości wydostania się na zewnątrz. A więc oprócz częstych podrażnień czy też wysuszenia samej skóry, klienci wrażliwi na sole aluminiowe skarżą się na bolesne i swędzące zapalenia gruczołów łojowych i potowych. Co więcej od wielu lat prowadzone są badania o negatywnym wpływie Glinu na rozwój komórek rakowych i chorobę Alzchaimera. Co w takim razie stosować? Na pewno nie musisz wyrzucać swojego antypespirantu, jeśli w swoim składzie zawiera aluminium, następnym razem wybierz taki, który ma go mniej bądź też zupełnie go nie posiada. Jeśli nie masz tendencji do pocenia się, wybierz talk do ciała. W przypadku, gdy borykasz się z dużą potliwością stosuj kąpiele z dodatkiem naparu z szałwii lekarskiej, kory dębu lub liści orzecha włoskiego. Sam napar z szałwii możesz również pić.

ZWIĄZKI FOTOUCZULAJĄCE
Składniki te same w sobie nie działają szkodliwie na organizm człowieka, aczkolwiek stosowane przed ekspozycją na promieniowanie UV mogą prowadzić do szybszego jej poparzenia, pojawienia się opuchlizny i pęcherzy w miejscach zastosowania kosmetyku a w konsekwencji do pojawienia się przebarwień czy też blizn.
A więc bezpośrednio przed opalaniem się na plaży bądź w solarium nie stosuj kosmetyków z:
  •  Kwasami AHA i BHA
  • Kwasem retinolowym i jego pochodnymi (popularnie witamina A)
  • Perfumy z olejkami: bergamotowym, cytrynowym, z trawy cytrynowej, koperkowym, arcydzięglowym, kminkowym, limonkowym, pomarańczowym, lubczykowym, imbirowym, cedrowym, piżmem. O ile sam olejek kminkowy czy koperkowy ciężko znaleźć w perfumach to wystrzegaj się perfumowania świeżymi i cytrusowymi zapachami wychodząc na plażę.
  • Zrezygnuj również z zabiegów u kosmetyczki polegających na złuszczaniu naskórka za pomocą kwasów, mikrodermabrazji. Niewskazane jest również poddawanie się depilacji laserowej bezpośrednio przed planowanym urlopem.
Pamiętaj również, że stosowanie systematyczne niektórych leków czy też naparów z roślin zawierających psoraleny także prowadzi do pojawienia się objawów fotouczulenia.

TRICLOSAN
Antyseptyk i konserwant stosowany często w kosmetykach przeciwtrądzikowych. Niestety przy dłuższym stosowaniu działa drażniąco na skórę i wywołuje alergie kontaktowe. Szczególnie ważne jest, aby zaprzestać używać kosmetyków z tym składnikiem w trakcie ciąży czy laktacji, gdyż obecne badania dowodzą, że może przekształcać się w wiele niekorzystnych związków dla rozwijającego się płodu, a także może być przekazywany dziecku wraz z mlekiem matki. 

SYNTETYCZNE BARWNIKI
Są dużo tańsze niż stosowanie barwników naturalnych. Po zastosowaniu na skórę uwalniają aminy aromatyczne, które mogą mieć działanie drażniące lub toksyczne dla organizmu człowieka. 

BIMATOPROST
Niewiele osób kojarzy tą nazwę z popularnymi odżywkami stymulującymi wzrost rzęs. Jeszcze mniej osób wie o tym, że związek ten jest lekiem stosowanym w leczeniu jaskry. Kilka lat temu popularna zrobiła się odżywka do rzęs o nazwie RevitaLash. Nic dziwnego, każda kobieta marzy o tym, aby mieć piękne, gęste i ciemne rzęsy! Krążyła nawet taka historia, że tą odżywkę wymyślił pewien lekarz, którego żona chorowała na raka i po zabiegach chemioterapii bardzo źle się czuła, bo po pięknych i długich rzęsach pozostało tylko wspomnienie. Czy tak faktycznie było? Ciężko mi powiedzieć, natomiast po sukcesie RevitaLash jak grzyby po deszczu zaczęły powstawać kolejne odżywki właśnie z tym składnikiem. A dlaczego? Bo właśnie ten związek, który budową przypomina jedną z ludzkich prostaglandyn, ma właściwości silnego stymulowania wzrostu rzęs, pogrubia je oraz wzmacnia ich pigmentacje. Zastosowany, jako lek silnie obniża ciśnienie wewnątrzgałkowe, zwiększając odpływ cieczy wodnistej z oka przez siatkę włókien kolagenowych w kącie przesączania, a także nasilając odpływ drogą naczyniówkowo-twardówkową. Początek działania stwierdza się ok. 4 h po zakropleniu, działanie maks. po 8–12 h. Działanie utrzymuje się przynajmniej przez 24 h. Jako składnik kosmetyku może być stosowany w formie żelowego serum nakładanego na linię rzęs. Dlaczego żel a nie krem czy ciecz? Forma żelowa ma, bowiem mniejsza szansę na spłynięcie do oka.
Oczywiście wszystkie odżywki, które są wprowadzone na rynek kosmetyczny muszą przejść badania oftalmologiczne a stężenie bimatoprostu jest dużo niższe niż w lekach na jaskrę. W czym zatem piekielność? A no w tym, że należy pamiętać, że związek ten jednak głównie ma działanie obniżające ciśnienie śródgałkowe. Jak każdy lek ma również wskazania i przeciwwskazania a także działania niepożądane. Należy pamiętać, że przy pewnych schorzeniach czy okresach w życiu kobiety (np. ciąża) bimatoprostu nie należy stosować. I przede wszystkim należy nie przesadzać z samą odżywką. Nałożenie kilkukrotne serum na powiekę, nie spowoduje, że rzęsy szybciej Ci urosną, ale za to może sam preparat spłynąć do oka. Stosowanie zbyt długo samej odżywki może w konsekwencji zaburzyć fizjologiczne ciśnienie śródgałkowe. W wielu krajach powoli zakazuje się stosowania bimatoprostu w kosmetykach, gdyż kobiety jednak nadużywały tego preparatu, co skutkowało pojawianiem się działań niepożądanych.  A jakie działania niepożądane mogą Cie spotkać? Bardzo często: nadmierny wzrost rzęs (do 45% chorych w pierwszym roku), przekrwienie spojówek (do 44% chorych w pierwszym roku), świąd (do 14% chorych w pierwszym roku). Często: ból głowy, powierzchniowe punktowe zapalenie rogówki, nadżerka rogówki, uczucie pieczenia w oku, podrażnienie oczu, alergiczne zapalenie spojówek, zapalenie brzegów powiek, pogorszenie ostrości widzenia, astenopia, obrzęk spojówki, uczucie obecności ciała obcego, uczucie suchości oka, ból oka, światłowstręt, łzawienie, wydzielina z oka, zaburzenia wzroku, zamglone widzenie, wzmożona pigmentacja tęczówki, ściemnienie rzęs, nadciśnienie tętnicze, zaczerwienienie powiek, świąd powiek, hiperpigmentacja skóry wokół oczodołu, nieprawidłowe wyniki testów czynnościowych wątroby. Niezbyt często: zawroty głowy, krwawienie do siatkówki, zapalenie błony naczyniowej oka, torbielowaty obrzęk plamki, zapalenie tęczówki, kurcz powiek, rumień okołooczodołowy, nudności, obrzęk powiek, hirsutyzm, osłabienie. Ponadto z nieznaną częstością zapadnięcie gałek ocznych. Nie zgłaszano przypadków przedawkowania. W razie przedawkowania leczenie objawowe i podtrzymujące (źródło: http://bazalekow.mp.pl)
Odżywki do rzęs zawierające bimatoprost: Oceanic Long for Lashes, L’biotica Active Lash, RevitaLash Conditioner Advanced, FEG Eyelash Enhancer. 

Xoxo,
Marta Maluje!

środa, 22 lipca 2015

BB czy CC?



Temat ten powinien pojawić się, co najmniej miesiąc temu, zanim wysoka temperatura zaczęła nam przeszkadzać w codziennym życiu. Ponieważ ja sama w tym roku wszystko kupuję z opóźnieniem, dlatego też dopiero teraz pojawił się artykuł o tych produktach.

Czym jest krem BB? Nazwę BB można tłumaczyć w dwojaki sposób, BEAUTY BALM lub BLEMISH BALM. Beauty balm jak sama nazwa sugeruje będzie dodawał twojej skórze piękna, a więc oprócz bardzo delikatnego krycia wszelakich niedoskonałości będzie nawilżał, rozświetlał, energetyzował i poprawiał kolorystykę cery. Można go opisać, jako krem dzienny z kroplą podkładu. Natomiast blemish balm oprócz wszystkich tych właściwości ma dodatkowo mocniej kryć niedoskonałości cery lub rozszerzone naczynka.  Co ciekawe na rynek kosmetyczny kremy BB zostały stworzone przez niemieckich farmaceutów, dla pacjentów po zabiegach chirurgii laserowej, lecz na rynek kosmetyczno – drogeryjny kremy te wprowadzili Azjaci, gdyż właśnie taka konsystencja i krycie najlepiej odpowiadały ich klientkom. 

Jak natomiast nakładać kremy BB? No cóż Polki popełniają wiele błędów w tej kwestii…
Krok 1: pamiętaj, że BB to nie podkład i nie uzyskasz nim takiego efektu krycia jak klasycznym podkładem. Dlatego nie wyciskaj pół opakowania na twarz i nie wsmarowuj go, bo w ten sposób uzyskasz efekt sztucznej cery. Zaaplikuj na grzbiet dłoni krople BB wielkości groszku. Odczekaj oczywiście aż twarz będzie sucha po demakijażu i wszystkie kosmetyki, które wcześniej nakładałaś na twarz się wchłoną.  Unikniesz w ten sposób postania smug i rozmazywania się produktu na twarzy.
Krok 2: jeśli aplikujesz krem BB palcami nie rozcieraj go po twarzy a delikatnie wklepuj! Rozprowadź go punktowo na wszystkie partie twarzy a następnie delikatnie wklep go opuszkami.  Jeśli widzisz, że wybrane partie potrzebują większego stopnia krycia, poczekaj aż pierwsza warstwa kosmetyku się wchłonie a następnie zaaplikuj tylko w te partie kolejna warstwę BB kremu również go wklepując. Produkt ten możesz również nakładać za pomocą gąbki lub pędzla. Osobiście preferuję gąbki, dzięki nim, bowiem uzyskuję mocniejszy stopień krycia.
Krok 3: poczekaj aż krem BB się wchłonie. Jeśli masz cerę tłustą lub chcesz, aby makijaż dłużej był nienaganny możesz oprószyć twarz pudrem transparentnym.
Krok 4: Pamiętaj, aby wieczorem dokładnie zdemakijażować swoją twarz!

Czym jest krem CC?
Krem CC został wprowadzony zaraz po sukcesie kremów BB. Miał być on odpowiedzią na potrzeby klientek, które miały większe problemy skórne i klasyczny krem BB był dla nich zbyt „nagi”. CC, czyli inaczej COLOR CONTROL CREAM lub COLOR CORRECTIN CREAM jest właśnie dedykowany dla osób z cerą naczyniową czy też trądzikową.  Oczywiście schemat nakładania jest taki sam jak w przypadku kremów BB.

Inne generacje kremów korygujących:
Coraz częściej firmy kosmetyczne wprowadzają kolejne produkty o szumnych nazwach DD, EE itd… Krem DD „Dynamic do All” jest dedykowany dla cery dojrzałej. O EE tylko słyszałam natomiast nie widziałam go na naszym rynku. Myślę, że wieloma właściwościami nie będzie on się różnił od klasycznych BB kremów, ale dobrze, że marki kosmetyczne starają się urozmaicać rynek kremów korygujących.

Produkty, które szczególnie polecam:

Givenchy Hydra Sparkling BB cream – to był pierwszy krem, BB którego używałam i byłam z niego bardzo zadowolona. Oprócz naturalnego stopnia krycia ma również wszystkie składniki pielęgnujące z tej serii kosmetyków Givenchy. Bardzo dobrze nawilża i w naturalny sposób rozświetla skórę. Dodatkowym plusem jest ochrona przeciw promieniom słonecznym o szerokim spectrum działania: 30 SPF PA ++. Cena: 165zł.





Bandi Anti – Aging Care BB cream – krem o działaniu przeciwzmarszczkowym, dopasowywujący się do koloru karnacji.  Oprócz działania delikatnie korygującego ma również działanie prewencyjne na proces starzenia, natłuszczające i nawilżające. W swoim składzie ma również rutynę i witaminę C, dlatego cera sucha naczyniowa idealnie odnajdzie się w tym produkcie. Raczej polecam tylko dla suchej i bardzo suchej skóry, gdyż faktycznie ma dosyć bogatą konsystencję. Wartość filtra: 15 SPF Cena: 49zł.



Garnier Krem BB - na rynku znajdziesz kilka jego wersji: dla skóry wrażliwej, dla tłustej i dla normalnej. Sam w sobie ma bardzo naturalny stopień krycia, ale z opowiadań różnych Pań można wysnuć wnioski, że ma on stosunkowo ciemną kolorystykę (nawet ten jasny kolor) i dosyć wysoką tendencję do ciemnienia. Jako, że sama nie przepadam za tą marką nigdy sama nie miałam go na twarzy, ale na pewno ma on wiele zwolenników. W dodatku jest w dosyć przyzwoitej cenie, bo 30 ml kosztuje ok. 15zł. 




I want Rejuvenating BB cream – pierwszy raz spotkałam się z nim w poprzedniej mojej pracy. Marka była dla mnie kompletnie nieznana, ale o dziwo lubiana. Jest to typowo azjatycki produkt, można by powiedzieć, że jest kwintesencją azjatyckiej pielęgnacji. Bardzo bogaty skład nawilżający, dodatkowo produkt ten daje naturalny efekt wykończenia i oczywiście filtr wartości 35 SPF PA +++. Cena: ok. 50zł.







Guerlain Lingerie de Peau BB – jest on bliski mojemu sercu, bo gdy Guerlain go wprowadzał (maj 2013r) pracowałam dla nich. Mimo wszystko muszę zaznaczyć, że jest ona idealny dla cery normalnej lub suchej, w przypadku cery mieszanej lub tłustej dosyć szybko się „zjada”. Stopień krycia ma naturalny a konsystencja jest dosyć konkretna, dlatego wystarczy niewielka ilość, aby uzyskać odpowiedni efekt krycia. Co najważniejsze filtry mają wartość SPF 30 PA+++. Cena: ok. 210zł. 




Bourjois 1,2,3 Perfect CC cream – jako, że marka Bourjois jest typową marką makijażowi, dlatego ich kosmetyk można też określić, jako lżejsza wersja klasycznego 1,2,3 Perfect. Sam w sobie nie sądzę, aby miał wyjątkowo mocne działanie pielęgnujące. Na pewno polecam nałożenie, chociaż by lekkiego kremu pod ten CC cream. Sam w sobie jednak jest warty uwagi, bo jest naprawdę lekki, oporny na działanie czasu i dla osób z większymi problemami skórnymi będzie dawał komfortowy, ale naturalny stopień krycia. Filtr jest lekki, bo wynosi 15 SPF. Cena: ok. 40zł.

Eveline Kompleksowy łagodząco - nawilżający krem 8 w 1 – wbrew pozorom, mimo, że jest w bardzo przyzwoitej cenie w pełni spełnia moje oczekiwania. Po wyciśnięciu z tubki ma kolor delikatnie zielony, aby zneutralizować widoczność naczynek. Łatwo się go aplikuje, szybko się wchłania i daje matowy efekt wykończenia. Aktualnie sama go używam i jestem w miarę zadowolona. Jedyną wadą jest dla mnie niski filtr SPF 15. Cena: 18,99 zł.




Mixa Krem łagodzący CC –krem CC typowo przeznaczony dla cery naczyniowej i skłonnej do podrażnień. W swoim składzie oprócz pigmentów korygujących mamy w nim ekstrakt z arniki, cold cream, witaminę B3 i kofeinę. Wadą jest to, że po nałożeniu niemiłosiernie się błyszczy i wartość filtru wynosi SPF 15. Cena: ok. 27zł.






Decydując się na zakup kremu BB lub CC musisz pamiętać o tym, jakiego efektu potrzebujesz. Jeśli szukasz mocniejszego krycia typowy beauty balm nie sprawdzi się i nie będziesz zadowolona z zakupu. Z kolei, jeśli to będzie twój pierwszy produkt kryjący śmiało możesz sięgnąć po jakiś delikatny BB krem. Nie sugeruj się również ceną i szukaj kremu korygującego, który będzie dla Ciebie odpowiedni pod względem konsystencji i właściwości. 

Xoxo,
Marta Maluje!