czwartek, 28 maja 2015

Coś nowego: Bell Hypoallergenic



Dzisiaj będzie trochę długo, bo chce opowiedzieć wam o mojej nowej fascynacji makijażowej a mianowicie o linii hipoalergicznej marki Bell. Jeszcze do niedawna w każdej drogerii stała taka sobie szafa Bella z prostymi i tanimi produktami. Kilka rzeczy z tej linii posiadałam i lepiej bądź gorzej mi się sprawdziły. Ale ogólnie wg mnie szału nie było. I pewnie gdybym sama nie pracowała w drogerii w ogóle nie zwróciłabym uwagę na to, że tamtych produktów już w sprzedaży drogeryjnej nie ma a teraz wszystkie produkty są już hipoalergiczne.
Osobiście uważam, że przestawienie się na takie bezpieczne i antyalergiczne produkty wyjdzie marce Bell na dobre. Raz, że wiele kobiet ma cerę wrażliwą bądź też uważa, że ją ma a dwa, że w kosmetyce rozwija się nowa moda na wszelakie kosmetyki free, bez parabenów, alergenów, PEGów itp. Czytałam nawet dzisiaj artykuł, że coraz częściej szukając kosmetyków w pierwszej chwili nie pytamy, co on posiada, ale właśnie, czego nie ma w jego składzie. W każdym bądź razie Bell Hipoallergenic to rewelacyjne rozwiązanie dla osób, które mają cerę wrażliwą, alergiczną, często ulegają podrażnieniom, noszą soczewki kontaktowe, dla kobiet szukających kosmetyków bezpiecznych, przebadanych dermatologicznie i oftalmologicznie. Czy faktycznie osoba ze zdiagnozowaną alergią na jakiś składnik kosmetyku może używać tych produktów? I tak i nie. Jeśli miałaś robione testy alergologiczne to wiesz, których substancji powinnaś unikać i nie kupuj w ciemno kosmetyków tylko, dlatego, że jest na nim napisane hipoalergiczny, tylko czytaj składy INCI. Tylko w ten sposób możesz być pewna, że ten kosmetyk jest w miarę dla Ciebie bezpieczny.
Nie tylko ze względu na ich bezpieczeństwo zwróciłam na nie uwagę. Te produkty są po prostu ładne i marka Bell zaproponowała wiele kosmetyków w swojej ofercie, których w innych drogeryjnych szafach makijażowych nie spotkacie. Myślę akurat tu o różnych rodzajach baz pod makijaż, dwóch odmianach bazy pod cienie, rozświetlaczach… 

Zacznę może swoją recenzję od podkładów. W stałej ofercie mamy 5 różnych podkładów, z których praktycznie każda kobieta może wybrać produkt dla siebie.
HYPOAllergenic Skin Adapting Make-up – jak sama nazwa sugeruje jest to podkład adaptujący się. Ma lekki i naturalny efekt wykończenia, ale z powodzeniem przykryje niewielkie defekty skóry. Polecam dla kobiet o cerze normalnej bądź suchej lub szukających naturalnego efektu makijażu.
HYPOAllergenic Lightening Make-Up – nie tylko rozświetli Twoją cerę, ale również złagodzi wszelakie podrażnienia dzięki zawartości ekstraktu z pestek dyni i wody morskiej. Dobry podkład na okres letni oraz dla cery suchej, normalnej i skłonnej do podrażnień. Efekt wykończenia lekki do naturalnego.
HYPOAllergenic Mat & Soft Make-Up – lekki i beztłuszczowy podkład. Raczej polecam dla osób z cerą tłustą, ale bez potrzeby mocnego krycia.
W ofercie znajdziesz również produkty typu CC i BB ale je opiszę przy okazji artykułu na ich temat.

Są podkłady więc czas na bazy.
HYPOAllergenic Anti-Redness Primer – baza, która połączy tuszowanie zaczerwienień skóry z efektem nawilżenia i wygładzenia. Polecam stosowanie niewielkiej ilości produktu, bo mimo iż ma lekką konsystencję to jednak jest dosyć mocno napigmentowany zielonym kolorem.
HYPOAllergenic Mat & Smooth Make-Up Base – typowa baza przedłużająca trwałość makijażu. Dodatkowo ma posiadać właściwości nawilżające i wygładzające drobne zmarszczki.
HYPOAllergenic Creamy Eyeshadow Base – baza kremowa w słoiczku. Oprócz standardowych właściwości przedłużających trwałość makijażu oka i zwiększenia pigmentacji koloru na plus trzeba jej dodać to, że jest matowa, więc wszystkie rodzaje cieni będą się na niej idealnie prezentować.
HYPOAllergenic Liquid Eyeshadow Base – baza w tubce. W swoim składzie ma glicerynę, która nawilży skórę, ale także pigmenty perłowe, tak więc zdecydowanie bardziej sprawdza się przy aplikacji cieni satynowych lub brokatowych.

Jeśli chodzi o cienie to ja osobiście najbardziej polecam:
HYPOAllergenic One Glow Eyeshadow – cienie o wykończeniu satynowym. Dosyć mocno napigmentowane. Gama kolorystyczna składa się z 6 odcieni.
HYPOAllergenic Triple Eyeshadow – cienie potrójne o matowym bądź też delikatnie satynowym wykończeniu. Tutaj też mamy wiele więcej opcji kolorystycznych, bo takich paletek jest 12, głównie w odcieniach szarości, fioletu i granatu.
Jeśli chodzi o tusze to przyznam się, że akurat preferuję inną markę. Aczkolwiek na półce znajdziemy 5 wersji mascar, odpowiedniej dla każdego typu rzęs. Jako, że jestem zwolenniczką szczotek klasycznych najbardziej spodobała mi się HYPOAllergenic Lengthening Mascara. Tusz oprócz właściwości wydłużających ma również zagęścić, pogrubić i podkręcić rzęsy dzięki specjalnie wyprofilowanej szczotce. 

Jeśli stawiasz na makijaż ust i lubisz różnorodność produktów z tej gamy na pewno nie zawiedziesz się szukając odpowiedniego kosmetyku właśnie w tej szafie. Co ciekawe marka Bell tez wprowadziła specjalną bazę pod makijaż ust. HYPOAllergenic Lip Primer – jest to produkt w formie sztyftu, nie tylko przedłuży trwałość pomadki czy błyszczyku, który zaaplikujesz na nią, ale również nawilży usta i wyrówna ich koloryt.
Szczególną uwagę chcę zwrócić na HYPOAllergenic Creamy Lipstick, ponieważ gama kolorystyczna jest naprawdę bardzo mocno rozbudowana i znajdziesz w niej zarówno wersje pomadki dziennej jak i typowo wieczorowo – imprezowej. Pomadki maja przedłużoną trwałość, aczkolwiek wykończenie nie jest matowe. Mi szczególnie przypadł do gustu odcień 03 i 04.
Cieszę się, że firma wprowadziła również do swojej oferty tzw. lakiery do ust. HYPOAllergenic Liquid Lip Lacquer świetnie się sprawdzi u osób, które potrzebują ekstremalnej trwałości makijażu. Niestety póki, co dysponujemy tylko 6 kolorami, które niezbyt pasują mi kolorystycznie.
Zupełnie inne zdanie mam, co, do tintów. HYPOAllergenic Lip Tint owszem mają dosyć dobrą trwałość aczkolwiek bardziej w swej konsystencji przypominają mi błyszczyk, który barwi usta. Chyba jednak lepiej się czuję w lakierach do ust.
Ciekawa jestem również HYPOAllergenic Intense Colour Moisturizing Lipstick. Kosmetyk ten jest w formie kredki i jest dedykowany dla kobiet, które preferują mocny makijaż ust, ale klasyczne pomadki się u nich nie sprawdzają ze względu na ich spierzchnięcie czy też suchość. W swoim składzie ma, bowiem emolienty, które będą nie tylko nawilżały, ale też zmiękczały tą delikatną skórę.

Przejdę teraz do korektorów. Jednym z moich ulubionych kosmetyków z całej szaty makijażowej marki Bell jest właśnie HYPOAllergenic Skin Camouflage Concealer. To specjalny kamuflaż składający się z 4 różnych kolorów: zielony, różowy, beżowy i ciemno beżowy. Nie tak dawno pisałam właśnie o kolorach korektorów i brakowało mi produktu, który mogłabym polecić w ramach „wiele kolorów w jednym pudełeczku”. Za takie rozwiązanie u mnie wielki plus.
Pod oko możesz zastosować HYPOAllergenic Liquid Eye Concealer bądź HYPOAllergenic Eye&Skin Stick Concealer. Pierwszy z nich jest w formie płynnej i ma dużo lżejszą konsystencje drugi natomiast jest w formie kredki, silniej kryjący.


Kolejnym produktem, dla którego straciłam głowę jest HYPOAllergenic Transparent Mat Loose Powder. Raz, że faktycznie jest to puder transparentny i absolutnie nie nadaje koloru, bądź też nie wybiela skóry a dwa, że uwielbiam go aplikować do pracy. Dlaczego? Daje on, bowiem najdłuższe zmatowienie mojej cery, jakie do tej pory byłam w stanie uzyskać. I mówię tu, o co najmniej 8 godzinnym efekcie naturalnego zmatowienia. Puder ten występuje również w wersji sprasowanej HYPOAllergenic Fixing Mat Powder, aczkolwiek wyczuwam w nim dużo większą zawartość talku i mimo wszystko wolę pudry sypkie.
Jeśli chodzi o rozświetlacze to mamy do wyboru dwa. HYPOAllergenic Shimmering Loose Powder, jest wersją sypką w kolorze ciemnego beżu z dodatkiem połyskujących złotych drobin. Idealny dla osób o ciepłej karnacji bądź też na okres letni dla podkreślenia opalenizny. Drugi to HYPOAllergenic Face&Body Illuminating Powder, tu już mamy wersję klasycznego jasnobeżowego, sprasowanego rozświetlacza. Oprócz pigmentów perłowych w składzie mamy również emolienty.

I na koniec produkt, który mnie po prostu zauroczył i jestem nim zachwycona. HYPOAllergenic Powder & Blush. To nie tylko róż, ale również kosmetyk, który pozwoli idealnie wymodelować Twoją twarz. Paletka została tak podzielona, że na górze znajduje się puder matujący natomiast na dole mamy dwa pola z różem i bronzerem. Można, więc zabawić się i nakładać każde pole osobno bądź też szybko wymieszać wszystkie kolory i uzyskać naturalne podkreślenie kości policzkowych. Produkt dostępny w dwóch wersjach kolorystycznych.

Pominęłam kilka produktów w mojej recenzji, dlatego też wszystkie osoby zainteresowane tą właśnie linią odsyłam do strony internetowej marki Bell. Znajdziecie tam szczegółowe opisy wszystkich produktów oraz ich zdjęcia. Nie umieszczałam ich wszystkich przy opisach z prostej przyczyny. Więcej by wam czasu minęło na przesuwaniu obrazków niż czytaniu całego artykułu :).pozwoliłam sobie na wyszczególnienie tylko tych które najbardziej przypadły mi do gustu.

Xoxo,
Marta Maluje!

wtorek, 19 maja 2015

Czym się kierować aby wybrać dobrego Makijażystę?



Maj to okres, kiedy branża makijażowa zaczyna budzić się do życia. Po dość nudnym marcu i kwietniu skrzynki odbiorcze na większości portalach makijażowych zaczynają być zasypywane pytaniami o wolny termin. Nic dziwnego zaczynają się komunie, Panie tez przypominają sobie, że za miesiąc lub dwa wychodzą za mąż bądź też wybierają się na ślub kuzynki, a wyglądać przecież jakoś trzeba! Jak więc znaleźć dobrego Makijażyste bez zbędnego stresu i płaczu w dzień ślubu?
  1. Po pierwsze nie zostawiaj sobie szukania Makijażysty na ostatnią chwilę! Zacznij poszukiwania, co najmniej pół roku wcześniej. Co Ci to da? Przede wszystkim zobaczysz jak jest rozwinięty rynek makijażowy w Twojej okolicy, jakie Wizażystki masz do wyboru, porównasz ich cennik i umiejętności. Nie oszukujmy się, wiele dziewczyn oprócz tego, że malują, pracują też w innych miejscach, daj, więc swojej Makijażystce czas na ustalenie swojego grafiku i zapewnienie sobie dnia wolnego w pracy.
  2. Zwróć uwagę, na jakość makijaży umieszczanych na stronach internetowych. Zazwyczaj My Makijażyści umieszczamy na swoich fanpageach makijaże, z których jesteśmy najbardziej dumni, ale też takie, które są obrabiane przez fotografów. Więc jeśli widzisz, źle nałożoną pomadkę, bądź też nieroztarty róż bądź bronzer możesz być pewna, że ta osoba niezbyt dba, o jakość swoich makijaży, bądź też dopiero zaczyna malować. Jeśli widzisz taką pomyłkę na jakimś pojedynczym zdjęciu nie zrażaj się, każdemu może się zdarzyć, lecz jeśli sytuacja pojawia się na większości fotografii śmiało możesz sobie tego Makijażystę odpuścić.
  3. Zwróć też uwagę na różnorodność makijaży w portfolio. Oczywiście Makijażysta też człowiek i jedne techniki bardziej preferuje od drugich. Łatwiej też malować młodą fotogeniczną dziewczynę niż Panią wybierającą się na imprezę z okazji swoich 60 urodzin. Ale dobry Makijażysta poradzi sobie w każdej sytuacji, nawet, jeśli makijaż ewidentnie mu nie leży i nie zrobi z Ciebie zamalowanego potworka. Jakie portfolio odrzucamy? Takie gdzie na każdym zdjęciu widzisz ten sam schemat makijażu i najlepiej jeszcze w tych samych kolorach!
  4. Szukaj też osoby z bliskiej okolicy. Raz, że za dojazd powyżej iluś kilometrów Wizażysta poprosi Cię o dodatkową opłatę a dwa, że dużo łatwiej jest dojechać 15 km do klienta niż z Warszawy do Krakowa. A przypadki zdarzają się różne, auto się zepsuje, Makijażystka skręci kostkę i trzeba będzie podjechać do niej… Lepiej sobie oszczędzić stresu w ten wyjątkowy dzień.
  5. Po wybraniu konkretnej Makijażystki umów się na makijaż próbny. Często słyszę pytanie „czy to potrzebne, widzę przecież na zdjęciach, że Pani ładnie maluje”. Tak ładnie to my malujemy, ale nie wiemy jak Pani w rzeczywistości wygląda. A może się przecież wydarzyć, że masz bardzo jasną lub ciemną cerę i Wizażystka nie dysponuje odpowiednim kolorem podkładu. Albo okaże się, że jakiś kosmetyk Cię podrażni i trzeba będzie go wyeliminować w przyszłości. To też jest czas dla Ciebie na przetestowanie umiejętności Makijażystki i ustalenie z nią, jaki makijaż Cię interesuje. Dobrze jeśli masz jakąś wizję swojego makijażu. Jeśli wybrałaś dobrego Makijażystę postara się on się dopasować do Twoich oczekiwań. Ale nie oszukujmy się, jeśli wydrukujesz sobie zdjęcie z Internetu nie zawsze się da go idealnie odtworzyć. Każda twarz jest jedyna w swoim rodzaju i taki sam makijaż u różnych kobiet inaczej będzie się prezentował.
  6. Zwróć też uwagę na wygląd swojej Makijażystki. Dla mnie jest niedopuszczalne abym szła wykonywać „ślubniaka” bez makijażu i w dresie. Raz, że Klientka na pewno będzie chciała sesje fotograficzną w trakcie wykonywania makijażu, a dwa, że makijaż to najlepsza wizytówka:). Dla mnie też jest ważne to, aby Wizażysta ładnie pachniał, miał czyste i zadbane dłonie i paznokcie a przede wszystkim sprawdzam czy pędzle, którymi mnie malują są zdezynfekowane. Z przykrością stwierdzam, że odkąd pracuje w „sieciówkach” i wykonuje makijaże tylko jedna osoba spytała mnie czy moje pędzle są dezynfekowane. Nie wiem czy to wynika z pewności klientek odnośnie czystości moich pędzli czy po prostu z braku zainteresowania tym faktem.
  7. Zwróć też uwagę na kosmetyki, którymi jesteś malowana. Kiedy decydujesz się na wykonanie płatnego makijażu oczekuj dobrej, jakości kosmetyków. Nie raz słyszałam już historie od moich klientek, że Pani żądała 150 zł za makijaż a chciała ją pomalować najtańszymi kosmetykami dostępnymi na rynku. Od razu sama się przyznam, że sama w swoim kufrze nie posiadam tylko Kryolana czy Maca, ale też inne kosmetyki dużo tańsze, ale tylko takie, których jestem pewna, na 100%, że mnie nie zawiodą. Dobrze, jeśli Makijażystka ma wiele kosmetyków do wyboru. Czyli podkłady różne dla cery tłustej i suchej, różne kolory bronzerów i róży, wiele kolorów pomadek. Niby takie oczywiste, ale nie zawsze stosowane w praktyce.
  8. Dobrze jest też spytać Makijażystę o jego certyfikaty, doświadczenie czy też umiejętności. Oczywiście nie jest to główny wyznacznik świadczący, o jakości makijażu, który mamy mieć wykonany, ale łatwiej mi zaufać osobie doświadczonej obracającej się w tej strefie niż dziewczynie, która lubi siebie malować i stwierdziła, że makijaż to dobry sposób na zarobek. Dobrze jest, jeśli dana osoba, na którą się zdecydowałaś potrafi, np. przykleić kępki lub rzęsy na taśmie, czy przedłuża rzęsy. Wiele Pań decyduje się na tego typu rozwiązanie a jeśli decydujesz się na te dwie usługi wiele Wizażystów daje Ci w zamian rabat.
I przede wszystkim, jeśli już spotykasz się z daną, Makijażystką w ten wyjątkowy dzień postaraj się być dla niej tak samo miła jak ona dla Ciebie. Nic bardziej nie wyprowadza mnie z równowagi jak brak kultury osobistej. Ja rozumiem płacisz – wymagasz, ale dużo lepiej nam się pracuje z Paniami zestresowanymi, ale uśmiechniętymi i życzliwymi. Pamiętaj Makijażysta też człowiek i jeśli spędza u Ciebie w domu 3 godziny może poczuć chęć skorzystania z toalety bądź wypicia szklanki wody.

Ta samą prośbę mam oczywiście dla Makijażystek. To, że wykonujesz makijaże i masz jakieś doświadczenie w tej kwestii nie oznacza, że możesz prychać i krzywić się na każdą aluzję swojej klientki. Spotkałam się kiedyś z jedną „koleżanką” po fachu na jakimś tam evncie w pracy, która była bardzo arogancka i na każdą prośbę klientki odpowiadała, że to ona jest tu profesjonalistą i ona decyduje. Akurat swoje stanowiska makijażowe miałyśmy obok siebie, więc doskonale wiem jak inne osoby reagują na tego typu komentarze. I jedno mogę powiedzieć klientki, które ona pomalowała nigdy więcej nie zdecydowałyby się na makijaż u niej, mimo, że naprawdę dobrze to robiła.

Tym właśnie optymistycznym akcentem kończę!

Xoxo,
Marta Maluje!

niedziela, 17 maja 2015

Bawimy się bronzerami!



Bronzer to nie tylko kosmetyk do modelowania twarzy. W szybki sposób możemy poprawić swoja opaleniznę, dodać skórze blasku a nawet ukryć pewne defekty naszej urody. Dlaczego więc większość kobiet używa go jedynie dla podkreślenia kości policzkowych? Tego nie wiem, ale postaram się wam przybliżyć jak inaczej używać bronzera, oprócz obficie nakładając go na policzki.

Większość kursów makijażu zaczyna się zajęciami z modelowania kształtu twarzy. Zazwyczaj makijażyści używają do tego różnych odcieni korektorów, podkładów czy też po prostu pudrów w kilku kolorach. Jeśli masz duże doświadczenie w korygowaniu kształtu twarzy śmiało możesz pobawić się płynnymi produktami, co jeśli jednak makijaż to dla Ciebie czarna magia a chcesz jednak poprawić sobie tu i ówdzie kształt twarzy warto zakupić odpowiedni bronzer i pobawić się nim przed lustrem. Jaki więc bronzer wybrać? Najlepszy i najbezpieczniejszy to taki, który będzie o ton ciemniejszy od Twojej karnacji. 




Tak, więc osoby o jasnej bądź bardzo jasnej karnacji powinny sięgnąć po kosmetyk w odcieniu brzoskwiniowym, beżowym bądź miodowym.








Cera oliwkowa najlepiej się czuje w brązach z delikatną domieszką różu lub w odcieniach miedzianych.









Dla cery o żółtawym odcieniu wybierz bronzer koralowy, w odcieniu złota bądź brzoskwini.










Dla cery śniadej z kolei proponuje kosmetyki w kolorze ciemnego beżu.







Oczywiście wszystkie te kolory sprawdzą się w przypadku modelowania kości policzkowych. A jak je dokładnie zaaplikować? Najprościej przyłożyć pędzel przy kąciku ust i skierować go ku zewnętrznej części ucha. Powstała linia wyznaczy miejsce aplikacji kosmetyku. Inna technika, którą często stosuję przy wykonywaniu makijażu to metoda na tzw. „jabłuszko”. Wystarczy, że się uśmiechniesz a na twoje policzki delikatnie się podniosą, to są te tzw. przeze mnie jabłuszka :). Od tego miejsca aplikuj bronzer bądź róż w kierunku górnej części ucha. Policzki mamy już zrobione. Czas na kształt Twojej twarzy.

Do modelowania Twarzy używaj bronzerów w odcieniu beżu, delikatnego brązu, czekolady, wszystko zależy od tego, jaki kolor ma Twoja karnacja. Inna ważna zasada to aplikuj bronzer na tych partiach, które chcesz ukryć. Więc aby idealnie ją wymodelować, wyobraź sobie owal na swojej twarzy a następnie wszystkie miejsca, które wystają poza ten owal omieć delikatnie pudrem brązującym. 

Jest też specjalna metoda, którą stosuje się, aby wyszczuplić optycznie twarz. Bronzer nakłada się w formie tak zwanej ósemki. Czyli prowadzimy pędzel od linii żuchwy pod kość policzkową a następnie przez skroń wzdłuż linii włosów. 

No i na koniec jak dodać sobie odrobinę opalenizny bez konieczności wylegiwania się na słońcu bądź w solarium? Na pewno nie nakładając podkład 3 tony za ciemny :) wystarczy natomiast nałożyć odrobinę bronzera na te partie na twarzy, które najszybciej się opalają. A więc omieć pędzlem delikatnie czoło, grzbiet nosa, brodę i kości policzkowe. Jeśli zakładasz ubranie z głębszym dekoltem, nałóż również bronzer na obojczyki, dekolt a pozostałością kosmetyku, który pozostał na Twoim pędzlu omieć szyję. 

Idealny pędzel do aplikacji tego kosmetyku jest wykonany z włosia naturalnego bądź też miękkiego syntetycznego. Może być ścięty wtedy idealnie dopasowuje się np. pod kość policzkową bądź prosty wtedy łatwiej ten kosmetyk rozetrzeć bez uzyskania ostrej krawędzi. Ja osobiście nakładam bronzer pędzlem wachlarzowym jednak, jeśli dopiero zaczynasz bawić się makijażem to ciężko będzie Ci złapać wprawę w aplikacji tym pędzlem. Świetnie sprawdzają się również tzw. pędzle „wielofunkcyjne”, czy inaczej skunksy. Oprócz aplikacji bronzera możesz nim nałożyć róż i rozświetlacz tworząc piękną kompozycję na Twojej twarzy. 

Osobiście, na co dzień wybieram bronzery matowe w postaci palety różnych kolorów np. Guerlain Terracotta 4 seazons, bądź też w formie jednorodnego pudru brązującego np. Catrice Sun Glow Matt Bronzig Powder.

Jeśli jednak lubisz połączenie bronzera z rozświelaczem wybieraj jednak takie kosmetyki, które mają delikatne drobiny. Nie uzyskasz wtedy efektu dyskotekowego. Szczególnie polecam Revlon Highlighting Palette Desert Bronze oraz Dr I. Eris Choco Bronzer.




Jeszcze na koniec niespodzianka! Schematycznie rozrysowałam nałożenie bronzera i rozświetlacza na kobiecej twarzy. Oczywiście te ciemniejsze plamy to bronzer a jasno szare na czole, grzbiecie nosa, brodzie i pod okiem rozświelacz. Rysunek proszę potraktować z przymrużeniem oka! Niestety fotoshop jest dla mnie czarną magią i łatwiej mi rozrysować coś na kartce papieru niż bawić się obróbką zdjęć :)







Miłej zabawy z bronzerami!

Xoxo,
Marta Maluje!

poniedziałek, 11 maja 2015

Podkłady dla cery suchej i normalnej



Jak wiecie już poprzedniego artykułu o tej tematyce, sama posiadam cerę tłustą, dlatego też wszystkie opinie na temat podkładów dla cery suchej uzyskuje od swoich klientek, koleżanek czy z forów internetowych. Oczywiście ważne dla mnie jest również, jaką ten podkład ma konsystencję, jak się rozprowadza, jak się prezentuje na twarzy osoby, którą akurat nim maluję, ale niestety nigdy żadnego z nich sama nie nałożyłam na swoją twarz. Chce się od razu przyznać do tego, aby każda z was, która sama posiada taką właśnie cerę, mogła się swobodnie wypowiedzieć na ich temat i ewentualnie dopowiedzieć swoje zdanie.

Aby znaleźć idealny kosmetyk dla skóry suchej należy wiedzieć, czego ona potrzebuje. Jest to dosyć problematyczna cera z jednej strony nieustannie potrzebuje nawilżenia i natłuszczenia a z drugiej aplikacja pewnych formuł kosmetycznych może zakończyć się podrażnieniem czy też po prostu podkreśleniem przesuszonych partii.  Wszystko to wynika z charakterystyki tej cery. Skóra sucha jest, bowiem dużo cieńsza niż cera tłusta. Jej naskórek jest bardzo delikatny, namnażanie się keratynocytów następuje bardzo powoli. Z drugiej strony sebocyty, czyli komórki produkujące sebum, bardzo wolno pracują i nie wydzielają dostatecznej ilości sebum dla ochrony naskórka przed wysuszeniem. Sam jego skład jest bardzo ubogi i nie jest w pełni przystosowany do ochrony powierzchni skóry. Nie będę się zagłębiać dokładnie w reakcje biochemiczne, które zachodzą w skórze suchej, bo ani to nie jest zbyt ciekawe ani nic nie wnosi do mojego artykułu. Jednak już po tej krótkiej charakterystyce same możecie dojść do wniosku, że skóra sucha potrzebuje odpowiedniej ilości składników nawilżających, natłuszczających i przyśpieszających namnażanie się komórek naskórka. Należy tez pamiętać, że skóra sucha dużo wcześniej się starzeje niż cera tłusta a wszystko, dlatego, ze nie ma odpowiedniego poziomu nawilżenia.

Jaki więc powinien być podkład dla cery suchej. Przede wszystkim oprócz podstawowej i oczywistej właściwości kryjącej, powinien odpowiednio chronić i przedłużać działanie nawilżające pielęgnacji. Tak, więc kosmetyki mają albo bogatą, odżywczą konsystencję kremu, albo wręcz przeciwnie są bardzo lekkie i delikatne. Bardzo często osoby ze skórą suchą wybierają podkłady rozświetlające, co jest idealnym rozwiązaniem, ponieważ cera ta jest przeważnie pozbawiona blasku i „przematowiona”.

Tyle w kwestii wstępu. Poniżej przedstawiam podkłady, po które sama sięgam malując Panie z cerą suchą bądź też normalną.

Bourjois, Healthy Mix – wystarczy wpisać nazwę firmy w wyszukiwarkę a pierwsze, co się wyświetli to właśnie ten podkład. Bardzo go lubię za konsystencję i niezawodność. W jego składzie mamy trzy ekstrakty owocowe z moreli, melona i jabłka, które wzajemnie uzupełniają się swoim działaniem. A więc nawilżają, dodają blasku i chronią skórę. Konsystencja jest bardzo lekka i płynna a więc nie podkreśla przesuszonych partii czy też zmarszczek. Producent gwarantuje 8 godzinne nawilżenie i rozświetlenie. Cena ok. 60 zł


Chanel, Vitalumiere Aqua – gdybym miała cerę suchą właśnie tego podkładu bym używała. Jest bardzo lekki, ponieważ jego formuła jest pozbawiona czynników żelujących. Dodatkowo zawiera specjalny kompleks Radiance Light Diffusing Complex, który jest zainspirowany plazmowymi ekranami RGB, daje on efekt bardzo miękkiego załamania światła, przez co skóra od razu po aplikacji wygląda miękko i świeżo. Pigmenty soft fokus dają komfortowe krycie, natomiast pigmenty interferencyjne odbijają światło we wszystkich kierunkach. Dodatkowo zawierają również pochodną alg brunatnych, które mocno nawilżą Twoją skórę. Przed aplikacja tego podkładu należy pamiętać, że trzeba go mocno wstrząsnąć. Jak wspomniałam nie zawiera on czynników żelujących, co skutkuje rozwarstwieniem produktu. Cena ok. 210 zł.

Revlon, PhotoReady Makeup – co do tego podkładu mam mieszane uczucia, bo z jednej strony mamy świetną konsystencję, łatwo rozprowadzaną na twarzy z drugiej natomiast brokat, który daje efekt dyskotekowy. Mimo wszystko jest bardzo lubiany przez Panie i zwłaszcza w okresie wakacyjnym jest jednym z najlepiej sprzedających się produktów do makijażu twarzy. Ma również formułę beztłuszczową, przez co po aplikacji nie mamy uczucia lepkości i ciężkości. Ostatnio na rynku kosmetycznym pojawiła się jego nowa wersja PhotoReady Airbrush Effect, czym one się różnią ciężko powiedzieć. Aplikowałam już specjalnie na życzenie klientki i jeden i drugi i ciężko było wyczuć różnice między jednym a drugim, poza oczywistą różnicą w kolorze. Może jedynie konsystencja jest lżejsza aczkolwiek nadal obecny jest w nim ten pigment brokatowy, który według mnie powinien być zastąpiony. Cena ok. 60 zł.

Max Factor, Skin Lumizer Foundation – od razu powiem, że bardzo szanuję markę Max Factor. W końcu to był jedyny Polak, który zachwycił Hollywood. Ale ich podkłady do mnie nie przemawiają. Są za lekkie, zbyt mało kryjące, jakoś tako mało wyraziste. I jest w końcu podkład, który przełamuje tą opinie. Krycie ma fantastyczne, konsystencja bardzo komfortowa, ale i lekka. Rewelacyjnie rozświetla bez efektu błyszczenia. Wszystko dzięki pigmentom perłowym i elastomerom, które odbijają światło dając efekt wypoczętej cery. W swoim składzie ma oczywiście składniki nawilżające. Cena: ok. 60 zł.


Dr Irena Eris, Provoke, Radiance Fluid SPF 15 – nie była bym sobą gdybym nie wspomniała o makijażu Dr Ireny Eris. No cóż bardzo lubię te produkty i uważam, że zrobili kawał dobrej roboty tworząc produkty do makijażu. Moja fascynację tym podkładem zapoczątkowała koleżanka z pracy i w zasadzie to przez nią polubiłam całą szatę makijażową Provoke. Fluid ten doskonale się rozprowadza i wtapia w skórę. Zawiera specjalną technologię ILLU˙SPHERE™, która rozprasza zarówno światło naturalne, jaki i sztuczne, dzięki czemu Twoja cera w każdych warunkach będzie wyglądać bardzo świeżo i zdrowo. W składzie mamy również kompleks lipidowo – proteinowy, który przywróci odpowiedni poziom nawilżenia dla cery suchej. Cena: 85 zł.


Kanebo, Sensai, Fluid Finish Lasting Velvet – jest to jeden z nielicznych podkładów o wykończeniu półmatowym, który śmiało mogę polecić dla cery suchej. Wszystko przez to, że marka Sensai ma świetne składniki nawilżające. Akurat w przypadku tego podkładu jest to woda źródlana Fuji Sensui i standardowy dla tej marki Jedwab Koishimaru. Jak to japońską markę przystało, nie jest to zwykły podkład. Azjatki mają inne pojęcie pielęgnacji i makijażu, nie śpieszą się jak Europejki w swoich czynnościach, wiedzą doskonale, że wszystko to, co aplikują na swoją twarz, ma odzwierciedlenie w stanie ich cery. Dlatego, ich makijaż musi mieć bogatą gamę składników nawilżających. Dla osób zainteresowanych polecam zapoznanie się z gamą produktów Sensai. Cena: 165 zł.

L`Oreal, Infallible 24h Stay Fresh Foundation – jak już wam wiadomo nie jestem fanką tej marki. Dlaczego w takim razie piszę o tym podkładzie? Jest to nowa wersja podkładu, który miał całe rzesze swoich fanek. Niestety nie zdążyłam zapoznać się z jego starą wersją, ale z opowieści wysnułam wniosek, że był to podkład idealny. Dobrze krył, nie przesuszał cery, miał odpowiednią konsystencje. Wiele Pań nie było zadowolonych ze zmiany na nową wersję. Jednak klientki, które pierwszy raz zetknęły się z nową formułą, nie znając tej starej wypowiada się dość dobrze o tym podkładzie. Ja jednak widzę, że zaraz po aplikacji bardzo ciemnieje i dla statystycznej Polki ciężko dobrać odpowiedni kolor. Nawet najjaśniejszy odcień jest stosunkowo ciemny i w dodatku bardzo wpadający w żółć, co niestety daje efekt maski. Jedyną jego zaletą jest zawartość kwasu hialuronowego, który dobrze nawilża i przywraca komfort skórze suchej. Cena: ok. 53zł.

Rimmel, Lasting Finish 25H Foundation – jest to podkład o przedłużonej trwałości, może nie do końca wierzę w 25 godzinną trwałość, ale jak najbardziej mogę potwierdzić jego oporność na działanie czasu. Konsystencja jest dosyć kremowa i nawilżająca dzięki systemowi Aqua Primer. Producent również zastosował specjalny Mineral Complex, który ma za zadanie ożywić i rozświetlić zmęczoną cerę. Podkład ten występuje również w lżejszej wersji Nude. Cena: ok. 30 zł.



Rimmel, Wake Me Up Make Up – podkład bardzo zbliżony swoimi właściwościami do Revlon PhotoReady. Jest to typowy podkład rozświetlający o lekkiej konsystencji i delikatnym stopniu krycia. Dodatkowo zawiera kompleks peptydowy, który ma za zadanie nawilżyć skórę suchą. Idealnie sprawdzi się na lato bądź też do delikatnego codziennego makijażu. Cena: ok. 35zł.





Clarins, Skin Illusion Natural Radiance Foundation – naturalny, mocno nawilżający podkład do cery normalnej bądź też suchej. Daje on efekt drugiej skóry, ma lekką konsystencję, niewyczuwalną po aplikacji na skórę. Marka Clarins całą swoją filozofię oparła na działaniu wyciągów roślinnych pielęgnujących skórę, dlatego też i w tym podkładzie mamy szeroką gamę składników pielęgnujących. Dodatkowe wsparcie składnikami mineralnymi zapewnia efekt świeżej i rozświetlonej cery. Jest to podkład beztłuszczowy, dlatego też, może go używać osoba z cerą tłustą, ale mocno przesuszoną. Cena: ok. 150 zł.




Jeśli jesteś posiadaczką cery suchej zastanów się przed zakupem podkładu, jaką on ma mieć konsystencję, czy ma być to podkład rozświetlający czy nie, jaki stopień krycia będzie Ci najbardziej odpowiadał i dopiero wtedy zdecyduj się za zakup. Bardzo często Panie wybierając podkłady rozświetlające decydują się na wersję z drobinkami, przez co nie są w pełni zadowolone z efektu makijażu, dlatego też zawsze, gdy wahasz się, co do jakiegoś produktu poproś pracownika drogerii, czy też perfumerii o nałożenie danego kosmetyku.

Xoxo,
Marta Maluje!