wtorek, 23 czerwca 2015

Peelingi, Peelingi, Peelingi...



Wiele osób pyta mnie o peelingi, zazwyczaj o te kwasowe, bo jestem ich wielką fanką. Jednak, aby dobrać sobie odpowiedni peeling i być z niego w pełni zadowolonym, należy poznać jego właściwości. Obecnie na rynku posiadamy tak wiele peelingów, ze osoba, która nie miała do tej pory z nimi nic wspólnego może poczuć lekki zawrót głowy. Aby łatwiej wam było wybrać dobry produkt zapoznaj się z moją recenzją.

Aby zrozumieć, po co stosujemy peelingi, muszę opowiedzieć nieco o budowie naskórka. Nasz naskórek składa się z kilku warstw komórek. Pierwsza warstwa, która ma zdolność do dzielenia się i „produkowania” komórek nazywa się warstwą podstawną. Właśnie wśród tych komórek znajdziemy komórki macierzyste naskórka, które dzieląc się wypychają nowopowstałą komórkę w warstwę wyższą. Tę warstwę nazywamy warstwą kolczystą, ponieważ kształt tych komórek w badaniach histologicznych ma obraz kolców. Kolejna warstwa to ziarnista, te komórki powoli wypełniając się keratyną i innymi białkami, przekształcają się w komórki martwe. I na koniec warstwa rogowa z komórkami całkowicie martwymi, spłaszczonymi i mocno do siebie przylegającymi. Najbardziej zewnętrzne komórki ulegają stałemu złuszczaniu. Okres, kiedy komórka naskórka przechodzi z warstwy podstawnej do warstwy rogowej wynosi od 20 – 30 dni aczkolwiek standardowo przyjmujemy, że wynosi 28 dni. Naskórek po to staje się martwy, aby chronić nasz organizm przed wnikaniem patogenów i innych trucizn, które mogłyby zaszkodzić naszemu organizmowi.  Ponieważ skóra to największy organ naszego organizmu spróbuj sobie wyobrazić jak mocno musi nas chronić przed niekorzystnym działaniem środowiska zewnętrznego. Z drugiej strony, aby wyglądała ona zdrowo i młodo, pragniemy aby wszystkie składniki, które nakładamy na nasze ciało rewelacyjnie się wchłaniały, co niestety warstwa rogowa skutecznie uniemożliwia. Stąd też regularne stosowanie pe elingów nie tylko wygładzi powierzchnię naszej cery, usunie zanieczyszczenia, ale również przyśpieszy wchłanianie w głębsze warstwy naskórka składników aktywnych z Twojego kremu.
Jaki w takim razie powinnaś peeling wybrać dla siebie?

  • Peeling enzymatyczny – kiedy ja zaczynałam studia, powtarzano nam, że jest on rewelacyjny dla skóry wrażliwej, naczyniowej i normalnej. Obecnie jednak polecam go dla każdej kobiety, która potrzebuje peelingu do domowego delikatnego złuszczania. Z prostej przyczyny, nie zdziera on mechanicznie naskórka za pomocą drobin a jedynie rozpuszcza połączenia międzykomórkowe, łagodnie w ten sposób wygładza powierzchnię skóry. Co znajdziesz w składzie takiego peelingu? Keratoline, papaine, bromelaine, enzymy drożdżowe. Bardzo często zawierają również pantenol łagodzący podrażnienia, kwas hialuronowy nawilżający twój naskórek czy też inne składniki rozświetlające zmęczoną cerę. Jak go stosujemy? Po demakijażu nakładamy o kulistymi ruchami na 5-7 minut na twarz, po tym czasie możemy przemasować naszą skórę wilgotnymi dłońmi i zmywamy ciepłą wodą.

  •  Peeling drobnoziarnisty i gruboziarnisty – peeling polecany dla cery tłustej z zanieczyszczeniami w postaci zaskórników otwartych lub zamkniętych. Ma on mocniejszy efekt złuszczenia w porównaniu do enzymatycznego, jednak drobiny, które są w nim zawarte mocniej drapią i podrażniają naszą cerę. Stąd też, jeśli masz cerę naczyniową bądź wrażliwą unikaj tego typu produktów. Co znajdziesz w jego składzie? Drobiny polietylenowe, sproszkowane łupiny orzecha włoskiego, moreli, brzoskwini. Dodatkowo może zawierać składniki łagodzące tj. pantenol, allantoina, składniki nawilżające czy też oczyszczające np. cynk, siarkę, wyciągi roślinne. Jak go aplikujemy? Na wilgotną twarz nakładany opuszkami niewielką ilość preparatu a następnie masujemy przez ok. 5 min. Po tym czasie spłukujemy ciepłą wodą.

  • Peeling gruboziarnisty solny lub cukrowy – typowy peeling do ciała. Ma on, bowiem postać kryształków cukru lub soli zanurzonych w oleju. Nie wolno go stosować do peelingu twarzy! Specjalnie to podkreślam, bo nieraz spotkałam się z opinią, że te peelingi świetnie się nadają do złuszczania naskórka na twarzy… ma on mocniejszy efekt złuszczenia a dodatkowo poprzez składniki olejowe rewelacyjnie nawilżają i natłuszczają skórę. Co w nim znajdziemy? Oprócz kryształków cukru lub soli znajdziesz w ich składzie oleje pielęgnujące typu arganowy, różany, awokado. Jak go aplikujemy? Na umyte i wilgotne ciało, aplikuj od dolnych partii ciała kolistymi ruchami. Po rozpuszczeniu drobin, spłucz go ciepłą wodą.

  • Peeling gommage – bardzo mało popularny peeling w Polsce. Ma on konsystencję bogatego kremu, który zawiera enzymy roślinne rozpuszczające martwy naskórek. Peeling ten po aplikacji na twarzy zastyga i możemy go usunąć w dwojaki sposób albo na sucho w przypadku cery tłustej zanieczyszczonej, bądź też zmywając wodą w przypadku cery normalnej i suchej.

  • Peeling kawitacyjny – zaliczany do peelingów kosmetycznych, gdyż do jego wykonywania niezbędne jest specjalne urządzenie. Peeling odbywa się za pomocą fali ultradźwiękowej, która w wilgotnym środowisku, tworzy pęcherzyki wypełnione gazem, które powiększają się i pękają gwałtownie usuwając przy tym nagromadzone keratynocyty i zanieczyszczenia. Dla zadowalającego efektu należy wykonać serię zabiegów, ale jest rewelacyjną alternatywą dla manualnego oczyszczania twarzy.

  • Mikrodermabrazja – to mechaniczny sposób złuszczania naskórka. Odbywa się za pomocą głowicy, która albo jest pokryta kryształkami diamentowymi, lub w przypadku korundowej złuszczanie następuje za pomocą dwóch głowic, z których z jednej pod wysokim ciśnieniem wypychany jest proszek korundowy a druga natomiast zasysa złuszczony naskórek z resztkami korundu. Jest to rewelacyjny zabieg dla osób, które mają rozszerzone pory, borykają się z trądzikiem, przebarwieniami. Można również wykonywać ten zabieg w przypadku obecności blizn, rozstępów. Przeciwwskazaniem do mikrodermabrazji są: stany zapalne, trądzik ropowniczy lub różowaty, łuszczyca, zakażenia grzybicze, nowotwory, włókniaki, znamiona.

  • Peelingi kwasowe – moje ulubione i szczególnie polecane. Są to peelingi chemiczne i polegają na zastosowaniu mieszanek alfa-, beta- i polihydroksykwasów.

Najpopularniejsze alfahydroksykwasy: kwas glikolowy, migdałowy, cytrynowy, winowy, jabłkowy, mlekowy.
Oprócz działania złuszczającego, nawilżają i oczyszczają cerę. Ponieważ mają małą cząsteczkę penetrują głęboko w warstwy naskórka i skóry, dlatego nawet w małym stężeniu dają rewelacyjne efekty. Ponadto stymulują włókna skóry do przebudowy i reorganizacji, przez co będą spłycać zmarszczki, zwiększać jędrność i elastyczność skóry. Alfahydroksykwasy a zwłaszcza kwas cytrynowy mają również właściwości wyrównujące koloryt skóry i niwelują przebarwienia.
Najpopularniejszy betahydroksykwas to kwas salicylowy, który króluje w kosmetykach przeciwtrądzikowych. Naturalnie występuje w korze wierzby stąd też pochodzi jego nazwa. Jego działanie jest bardzo zbliżone do alfahydroksykwasów a więc też reguluje odnowę komórkową, złuszcza martwy naskórek. Ponadto działa przeciwzapalnie, przyspiesza gojenie się wyprysków i ran. Ponieważ jest rozpuszczalny w tłuszczach ma możliwość wnikania w głąb gruczołu łojowego i regulowania jego pracy oraz oczyszczania go. Dlatego tez jest szczególnie polecany dla cery tłustej i trądzikowej.
Polihydroksykwasy charakteryzują się dużo większą cząsteczką w porównaniu do poprzednio opisywanych kwasów. Ich działanie drażniące jest natomiast dużo mniejsze przy zachowaniu tych samych właściwości oczyszczających, nawilżających, antyutleniających i przeciwzmarszczkowych. Zdecydowanie polecane są dla osób, które zbyt mocno podrażniają alfahydroksykwasy, lub maja bardzo cienką i sucha skórę lub bardzo płytko unaczynioną.
Pamiętaj, że stosując nawet w małym stężeniu alfa- lub betahydroksykwasy musisz równocześnie stosować mocne filtry przeciwsłoneczne, gdyż związki te zwiększają wrażliwość Twojej skóry na promieniowanie UV.

W domu możesz używać peelingów kwasowych tylko w niskim stężeniu. Najczęściej są to kremy złuszczające nocne lub mikrozłuszczające. Zazwyczaj stężenie, które występuje w tych produktach wacha się do 20%. Kremy te delikatnie i powierzchniowo złuszczają naskórek ponadto w zależności od użytej mieszanki kwasów mają właściwości oczyszczające, regenerujące, przeciwzmarszczkowe i ujędrniające a także rozświetlające. Kremy te jednak polecam stosować w okresie jesienno zimowym. Zawsze stosuj się do zaleceń producenta i w momencie pierwszej aplikacji tego produktu bacznie obserwuj swoją cerę. W momencie pojawienia się zaczerwienień lub pieczenia natychmiast zmyj produkt z twarzy i przed następna aplikacją skonsultuj się z osobą posiadająca doświadczenie w stosowaniu tego rodzaju peelingu np. Kosmetologiem lub lekarzem medycyny estetycznej, a na pewno odczekaj parę dni przed kolejną aplikacją. W momencie, gdy nie odczuwasz dyskomfortu przy aplikacji kosmetyku a mimo wszystko widzisz ze efekt złuszczenia jest dosyć mocny, także warto abyś się skonsultowała ze specjalistą i odczekała kilka dni przed następna aplikacją produktu. Klientki zazwyczaj narzekają, że efekt tych produktów jest bardzo delikatny i muszą dłużej czekać. Nie zrażaj się tym, stężenie kwasów które masz w swoim kosmetyku jest na tyle wysokie, aby dało efekty ale również na tyle niskie abyś bezpiecznie mogła go stosować samodzielnie.

Gdy jednak chcesz mocniejszego efektu bądź borykasz się z mocnym defektem skórnym zdecyduj się, na: peelingi powierzchniowe i średniogłębokie. Mogą być wykonywane tylko przez fachowy personel przeszkolony przez daną markę kosmetyczną. Stężenie kwasów wynosi od 30 do 45%. Po aplikacji tego typu możesz zauważyć mniejsze lub większe złuszczanie naskórka. Ważne jest również to, aby odpowiednio pielęgnować skórę po takim zabiegu. A więc używaj koniecznie mocnych filtrów w ciągu dnia, pamiętaj aby również mocno nawilżać i natłuszczać skórę. Nie używaj w trakcie złuszczania się naskórka zbyt agresywnej pielęgnacji typu maski rozgrzewające, mocno oczyszczające ze składnikami wysuszającymi. Nie opalaj się i nie korzystaj z solarium! 

Peelingi medyczne – najczęściej wykonywane przez lekarza medycyny estetycznej lub przez Kosmetologa. Peelingi te są najmocniej agresywne i głęboko penetrują warstwy naskórka. Po tym peelingu Twój naskórek będzie się złuszczał bardzo mocno. Niejednokrotnie w formie płatów, bardzo często obserwujemy również zmianę koloru naskórka na ciemnobrunatny. Zalecam z własnego doświadczenia wykonywać ten zabieg w trakcie urlopu, bo naprawdę aplikując takie stężenie kwasów na cerę nie wygląda się zbyt rewelacyjnie. W dodatku w trakcie łuszczenia i w okresie mniej więcej tygodnia po nie należy nakładać makijażu. Zadacie sobie pewnie pytanie czy warto? Warto i to bardzo! Jeśli trafisz na dobrego specjalistę dobierze Ci taką mieszankę, która nie tylko rewelacyjnie wygładzi cerę, ale usunie objawy trądziku, zmniejszy w sposób mocno widoczny blizny czy rozstępy, wygładzi nawet głębokie zmarszczki, usunie przebarwienia itp. Sam zabieg może być również mocno bolesny zwłaszcza, gdy w mieszance złuszczającej znajdzie się również kwas TCA, dlatego uprzedź przed aplikacją samego peelingu lekarza, że jesteś osobą mało odporną na ból lub wręcz przeciwnie jesteś bardzo odporna na ból, będzie on miał rozeznanie na jak długo mniej więcej nałożyć peeling.

Przypominam jeszcze raz abyś nigdy nie wpadła na pomysł nakładania wyższego stężenia kwasów w zaciszu domowym. Nie tylko możesz źle dobrać rodzaje kwasów, ale przede wszystkim zrobić sobie krzywdę. Po takiej aplikacji może dojść do ścieńczenia naskórka, powstania blizn i przebarwień czy uszkodzenia tkanek. Dlatego jeśli jesteś zdecydowana na mocniejszy efekt złuszczenia koniecznie skonsultuj się ze specjalistą, który jest przeszkolony w tego typu zabiegach.


  • Istnieją również peelingi fizyczne wykonywane za pomocą: lasera, podtlenku azotu, ciekłego azotu i zamrożonego dwutlenku węgla aczkolwiek nadal są to mało popularne zabiegi.

To już wszystko, jeśli chodzi o peelingi. Mam nadzieję, że rozwiałam wasze wszystkie wątpliwości odnośnie peelingów. Jeśli macie jakieś pytania bądź też wątpliwości odnośnie tego tematu, śmiało zadawajcie pytania, na wszystkie chętnie odpowiem.

Xoxo,
Marta Maluje!

wtorek, 16 czerwca 2015

"Złe" składniki w kosmetykach, czyli czego unikamy wybierając krem



Szukając kosmetyków czy to do pielęgnacji twarzy, ciała czy też do makijażu chcemy wiedzieć, co dokładnie w nim się znajduje. Nie tylko poszukujemy składników aktywnych, ale coraz więcej kobiet zwraca uwagę na to, czego tak naprawdę w nim nie ma. Nie potrzebujemy, bowiem pielęgnacji, która zawiera silikony, parabeny, oleje mineralne itp. Chcemy kosmetyków bezpiecznych, antyalergicznych i naturalnych. Coraz więcej kobiet sięga również po dermokosmetyki, które właśnie mają mieć takie właściwości. Ale czy na pewno? Czy każdy dermokosmetyk nadaje się dla wrażliwej skóry? Czy dermo kosmetyki nie zawierają w swoim składzie konserwantów i silikonów? I w ogóle, dlaczego unikamy wielu składników w kosmetykach? Dziś poniekąd rozprawię się ze składnikami potencjalnie „złymi”, których chcemy się pozbyć z naszej pielęgnacji.

PARABENY

To chyba najbardziej znienawidzone konserwanty. Wszystko w zasadzie zaczęło się od badań dr Darbre, która w swoich badaniach dowiodła wpływu parabenów w antypespirantach na rozwój nowotworu piersi. I o ile faktycznie same badania potwierdziły obecność parabenów w komórkach rakowych, to wykazały również, że tym parabenem był metyloparaben, który sam w sobie ma najsłabsze działanie estrogenne. A właśnie to działanie stymulujące parabenów w kosmetykach na układ hormonalny było przedmiotem dyskusji. Teraz, owszem potwierdza się niekorzystne działanie parabenów na organizm człowieka, ale również należy podkreślić, że są to najlepiej zbadane pod wpływem toksykologicznym konserwanty, jakie obecnie mamy na rynku. Od wielu lat, jednak cieszą się na tyle złą sławą, że wielu producentów postanowiło zrezygnować z nich zamieniając na inne rodzaje. Należy także pamiętać, że parabeny to znakomite pod względem dermatologicznym i toksykologicznym związki, które chronią nasze kosmetyki i żywność przed drobnoustrojami. Czy więc na siłę warto szukać kosmetyku „bez parabenów” wg mnie nie koniecznie. Każdy kosmetyk musi zawierać w swoim składzie konserwanty, czy to te chemiczne czy naturalne muszą się w nim znaleźć, w innym wypadku każdy krem należałoby wyrzucać po kilku aplikacjach bądź tez pakować do saszetek jednorazowych, a znacznie to zwiększyłoby ich koszty, a dwa, że lepiej używać konserwantów, które są na tyle są przebadane, że znamy ich profil toksykologiczny.

SILIKONY

O silikonach w kosmetykach można by całą książkę napisać, używamy ich bowiem w kosmetykach kolorowych, szamponach, odżywkach ale również w pielęgnacji ciała. Zwolennicy silikonów podkreślają, ze dają rewelacyjny efekt wygładzenia, przedłużają trwałość makijażu, wypełniają zmarszczki dając efekt optycznego odmłodzenia skóry. Przeciwnicy z kolei twierdzą, że zapychają skórę i nie pozwalają jej oddychać, blokują mieszki włosowe, przez co składniki odżywcze z masek nie wnikają do żywej części włosa, czy też nadmierne stosowanie silikonów sprawia, że skóra się odwadnia. Kto ma rację? I zwolennicy i przeciwnicy. Zależy, kto co lubi i na czym komu zależy. Ja osobiście nie znoszę silikonów codziennej pielęgnacji, ale bardzo chętnie sięgam po odżywki do włosów z silikonami, bo tylko wtedy mogę je rozczesać. Najważniejsze jest to, aby nie przesadzać z silikonami. I jeśli już sięgasz po bazę silikonową to nakładaj ją tylko na ważne okazje, nie na co dzień. Unikaj ich również w przypadku, gdy masz cerę skłonna do wyprysków, bo warstwa nieprzepuszczalnych silikonów może zapchać ujścia gruczołów łojowych i zwiększyć ryzyko powstawania zaskórników. Odżywki z silikonami nakładaj na same końcówki, dzięki czemu włosy się wygładzą i łatwiej będzie je rozczesać a nie będą zalegać na skórze głowy dając np. efekt obciążenia. Ważne jest też, aby silikony, które są obecne w kosmetykach były rozpuszczalne w wodzie. Jak to poznać? Po składzie INCI, szukaj więc w nim: dimethicone copolyol, lauryl methicone copolyol, hydroxypropyl polysiloxane. Nierozpuszczalne w wodzie, ale łatwo usuwalne z powierzchni skóry to: amodimethicone, dimethicone, dimethiconol, beheonoxy dimethicone, phenyl trimethicone. Silikony, które usuniesz tylko za pomocą SLS: simethicone, trimethicone, trimethylsilylamodimethic one, trimethylsiloxysilicates. I na koniec lista silikonów odparowywujących z powierzchni tuż po aplikacji: cyclometicone, cyclopentasiloxane, cyclotetrasiloxane, cyclohexasiloxane, octamethyl cyclotetrasiloxane. 

SLS, SLES

Sodium Lauryl Sulfate – SLS, Sodium Laureth Sulfate – SLES. A co to dokładnie jest? To bardzo tani mocno pieniący się detergent. Początkowo używany był w przemyśle do odtłuszczania i mycia urządzeń i pomieszczeń, obecnie natomiast ciężko spotkać jakiś żel bądź też szampon bez tego składnika. Dlaczego w takim razie są one tak bardzo niebezpieczne dla naszej skóry? Przede wszystkim, dlatego, że używane przez długi okres mają tendencję do kumulowania się w naszych tkankach. Oprócz tego stosowane regularnie przesuszają naskórek, zaburzają wydzielanie łoju i potu, powodują świąd i wypryski, przyczyniają się do powstawania cyst, prosaków i guzków zapalnych. Szczególnie niebezpieczne są dla małych dzieci. SLS tylko pozornie dobrze oczyszczają naszą skórę, w rzeczywistości niszczą ochronną barierę lipidową, doprowadzając do nadmiernego przesuszenia naskórka. 

FORMALDEHYD

Jest to jeden z najpopularniejszych konserwantów w kosmetykach. Nie tylko zwalcza bakterie, ale również grzyby i pierwotniaki. Często używany jest w antypespirantach ze względu na działanie ściągające i przeciwpotne. Z chemicznego punktu widzenia formaldehyd to gaz silnie trujący, drażniący skórę i układ oddechowy. Działa również cytotoksycznie, rakotwórczo i alergizująco, a także ścina białka strukturalne i enzymatyczne. Dlaczego więc tak bardzo jest popularny w kosmetykach? Przede wszystkim ze względu na swoje wszechstronne działanie konserwujące i rewelacyjne działanie utwardzające płytkę paznokcia. Największy szał na odzywki z formaldehydem zapoczątkowała firma Eveline. Ich odżywki zawierają aż 2 % formaldehydu, czyli największe możliwe stężenie dostępne w kosmetykach. Początkowo po ich stosowaniu płytka paznokcia staje się grubsza, szybciej rośnie, nie rozdwaja się i nie pęka. Niestety ten efekt nie utrzymuje się zbyt długo a po „przedawkowaniu formaldehydu” następuje pieczenie, uczucie bólu, suchość i pękanie skórek wokół paznokcia i samego paznokcia a w konsekwencji złuszczenie płytki paznokcia czy tez uszkodzenie macierzy. Warto również zwrócić uwagę na skład kosmetyku i obecność w nim tzw. związków uwalniających formaldehyd (Quaternium-15, DMDM Hydantoina, diazolidinyl urea, Hydroksymetyloglicynian sodu).

OLEJE MINERALNE, PARAFINA, OLEJ PARAFINOWY

Chemicznie patrząc na te związki to nic innego jak pochodne ropy naftowej. Od wielu lat są używane, zwłaszcza parafina, jako składniki kosmetyczne tworzące na powierzchni skóry ochronny płaszcz, zwłaszcza w przypadku skóry wrażliwej, alergicznej czy też atopowej. Same w sobie nie wchłaniają się w głąb naszego naskórka a jedynie uzupełniają zaburzony płaszcz hydrolipidowy. Stąd też cera tłusta lub trądzikowa niekoniecznie dobrze będzie czuła się w kremach z tymi właśnie składnikami, gdyż działają komedogennie. 

GLIKOL PROPYLENOWY

Składnik kosmetyczny nawilżający skórę, ponieważ ma zdolność przenikania przez warstwę rogową naskórka, ułatwia wchłanianie się innych składników, jest więc promotorem wchłaniania. Dodawany do kosmetyków działa, jako humektant, czyli związek, który zapobiega wysychaniu się danego produktu. Niestety ma również działanie toksyczne dla naszego organizmu. Po spożyciu działa rakotwórczo i uszkadzająco na wątrobę. Może również działać drażniąco na naskórek prowadząc do kontaktowego zapalenia skóry. Ważna informacja dla osób z cerą trądzikową lub tłustą: glikol propylenowy wraz z łojem i keratynocytami tworzy mieszankę zatykającą ujścia gruczołów łojowych.

TALK

Najpopularniejszy wypełniacz kosmetyków kolorowych. Nadaje im, bowiem przyjemną jedwabistość i miękkość, a dodatkowo nie gasi kolorów jak np. białe pigmenty. Ze względu na zdolność pochłaniania potu i łoju jest także częstym składnikiem dezodorantów czy pudrów do stóp i ciała. Niestety pochłaniając sebum tworzy mazistą sustancję, która zaburza oddychanie skóry i zwiększa tendencję do pojawiania się wyprysków i stanów zapalnych.
Czytając składy INCI na pewno znajdziecie wiele innych składników uznawanych, jako potencjalnie niebezpieczne bądź też zaburzające prace naszej skóry. Niestety w obecnych kosmetykach rzadko, kiedy można spotkać produkt, który nie posiada jakiegokolwiek „złego” związku. Na pocieszenie przytoczę słowa Paracelsusa, które usłyszałam na pierwszym wykładzie z toksykologii: Cóż jest trucizną? Wszystko jest trucizną i nic nie jest trucizną. Tylko dawka czyni, że dana substancja nie jest trucizną. 

Xoxo,
Marta Maluje!

niedziela, 7 czerwca 2015

10 grzechów głównych wobec Twojej urody



Nie zawsze wyglądamy idealnie, czasem brakuje nam czasu, czasem umiejętności i zamiast np. idealnej kreski mamy krzywy zygzak jednak nie o takich błędach chcę napisać. Dziś będzie o grzechach, które świadomie bądź też mniej świadomie same sobie robimy.


1.       Po pierwsze i najważniejsze: Brak demakijażu.

Jak powinien wyglądać prawidłowy demakijaż moje czytelniczki już wiedzą, dla osób, które nie są na bieżąco http://martamaluje.blogspot.com/2015/04/jak-dobrac-idealny-podkad.html. Co do pozostałych Pań które rezygnują z jakiegokolwiek demakijażu na koniec dnia jeszcze raz powtórzę. Demakijaż to nie tylko  zmycie makijażu, to również usunięcie wszystkich zanieczyszczeń z powierzchni Twojej skóry a także przywrócenie jej odpowiedniego pH. Więc zarówno, jeśli się malujesz jak i nie wykonujesz makijażu pod koniec dnia powinnaś odpowiednio oczyścić swoją cerę. Gdy kładziesz się w makijażu spać to Twoja cera przestaje prawidłowo funkcjonować, zanieczyszczenia w postaci nadmiaru sebum oraz kurz i pyłki osadzające się w ciągu dnia na Twojej Twarzy zapychają ujścia gruczołów łojowych doprowadzając w konsekwencji do powstawania wyprysków. Tusz na rzęsach wraz z pyłem i drobnoustrojami może z kolei doprowadzić do bolesnego i uciążliwego zapalenia spojówek. Tak, więc, dla piękna swojej cery i dla własnego lepszego samopoczucia zmyj wieczorem makijaż :).

2.       Niesystematyczna pielęgnacja bądź brak pielęgnacji cery.

Krem, aby dał najlepszy efekt musi być dobrze dobrany i przede wszystkim systematycznie stosowany. To, że nałożysz go raz bądź dwa razy w tygodniu nie sprawi, że Twoja skóra będzie w lepszej kondycji. Jeśli masz problem z wybraniem odpowiedniej pielęgnacji poradź się swojej kosmetyczki, obsługi w drogerii bądź też perfumerii, ale przede wszystkim po zakupie stosuj go tak jak zaleca producent. Czyli rano po oczyszczeniu twarzy nałóż pielęgnację dzienną i krem pod oko, wieczorem po właściwym demakijażu zastosuj pielęgnację nocną i ponownie krem pod oko. To najprostsza metoda na nawilżenie, zregenerowanie, odżywienie i zatrzymanie procesu starzenia dla Twojej cery.

3.       Niewłaściwy kolor podkładu.

Nawet nie wyobrażacie sobie ile osób nosi niewłaściwie dobrany odcień podkładu! Praktycznie codziennie w pracy walczę ze stereotypem fluidu o kilka tonów ciemniejszego dla dodania sobie kolorku. Wiem, że pisałam już o tym artykuł http://martamaluje.blogspot.com/2015/04/jak-dobrac-idealny-podkad.html ale powtórzę jeszcze raz, podkład za ciemny o ton doda Ci nie zdrowego koloru cery tylko 5 lat i w dodatku wygląda niechlujnie! Jeśli jesteś posiadaczką jasnej cery dla wymodelowania twarzy i dodania sobie koloru nałóż bronzer, natomiast podkłady w odcieniu „ciemnej hiszpanki” lub „mulatki” pozostaw klientkom, które faktycznie mają taki odcień karnacji. Pamiętaj również, że podkład podkładowi jest nie równy i zawsze sprawdzaj jego kolor na żuchwie.

4.       Makijaż oka: czarna kreska po całej powiece.

Obrysowanie oka czarną kreską spowoduje, że pomniejszysz i schowasz optycznie swoje oczy. Kreski zawsze są i będą w modzie, ale jeśli chcesz zdecydować się na taki właśnie makijaż dla najlepszego efektu narysuj kreskę na ¾ długości górnej powieki i ¼ na dolnej powiece. Właśnie takie wykonanie kreski sprawi, że Twoje oczy zostaną optycznie powiększone. Idealne obrysowanie oka świetnie sprawdzi się np. przy makijażu smoky. Dla delikatnego efektu narysowaną kreskę możesz rozetrzeć natomiast przy mocniejszej lub bardziej wyrazistej wersji kreski wyciągnij ją lekko poza granice powieki w formie jaskółki.

5.       Makijaż ust: zbyt ciemna konturówka w stosunku do koloru pomadki.

Makijaż ten był bardzo modny w latach 90 i wszystkie kobiety dumnie nosiły perłową jasnoróżową pomadkę i do tego ciemno brązową lub czerwoną konturówkę. Na szczęście ten brzydki zwyczaj już przestał być trendy, ale nadal obserwuje Panie, które mają konturówkę o ton ciemniejszy lub niezgrany kolorystycznie i np. do krwistoczerwonej pomadki wybierają konturówkę w odcieniu wiśniowym. Jeśli często malujesz usta faktycznie warto inwestować w wiele kolorów konturówek, aby do każdej pomadki mieć odpowiedni kolor, jeśli niekoniecznie chcesz wydawać dodatkowe pieniądze na kolejny kosmetyk do ust najlepszym rozwiązaniem będzie konturówka transparentna, czyli taka w kolorze cielistym. Oprócz tego, że obrysujesz nią kształt ust dodatkowo będziesz mogła go skorygować, np. powiększyć mniejszą wargę.

6.       Zbyt wiele tuszu na rzęsach i ogólny efekt sklejenia.

Sklejenie rzęs, zwłaszcza, jeśli się śpieszymy, z pewnością każdą z nas w życiu dopadło, zastanawia mnie jednak to jak świadomie można sobie zrobić tak dużą krzywdę nakładając pół opakowania tuszu na swoje rzęsy. Niestety takie naładowanie mascary nie da efektu pełnego wachlarza rzęs a wręcz przeciwnie tzw. przeze mnie ogólnego efektu sklejenia. Każda kobieta powinna mieć w swojej kosmetyczce tzw. grzebyk do rzęs i jeśli przesadzimy z ilością tuszu, właśnie takim metalowym grzebykiem można jeszcze mokry tusz rozczesać na rzęsach. Inna kwestia, że najlepiej wycierać szczotkę z nadmiaru mascary bezpośrednio przed aplikacją, wtedy makijaż będzie bardziej dopracowany a rzęsy nie będą przeładowane nadmiarem kosmetyku. A propos tuszowania rzęs proponuje zawsze zaczynać od dolnej powieki a dopiero potem przejście na górną. Tuszując w ten sposób swoje rzęsy unikniesz efektu odbijania ich makijażu na górnej powiece.

7.       Nie używanie peelingu do twarzy.

O peelingach też już trochę wspominałam w poprzednim artykule, wiem jednak, że niektóre kobiety negatywnie odnoszą się do wszelakich peelingów i maseczek. Tak, więc jeśli zależy Ci na wygładzeniu swojej cery, usunięciu wszelakich zanieczyszczeń i martwych komórek naskórka stosuj systematycznie minimum dwa razy w tygodniu peeling enzymatyczny. Jest on dużo delikatniejszy niż peeling grubo i drobno ziarnisty, więc nie podrażni nawet bardzo wrażliwej skóry, a jego działanie jest oparte na chemicznym rozdzielaniu połączeń międzykomórkowych. Po zakończonym peelingu nałóż maskę o takim działaniu, jakiego potrzebujesz.

8.       Regulacja brwi, czyli brwi odrysowane od szklanki.

Brwi każdy ma inne to fakt, faktem jest również, że jeśli nie umiesz regulować brwi to lepiej idź do osoby, która to robi dobrze i kolejnym faktem jest to, ze moda na kształt się zmienia, ale klasyczne kształty najlepiej się prezentują. Dlatego też nie wyskubuj swoich brwi w cieniutki paseczek, nie wyskubuj ich przodów tak, aby zaczynały się od połowy oka, ani też nie nadawaj im kształtu odwróconej litery V! Każdy ten kształt wygląda śmiesznie i karykaturalnie to po pierwsze a po drugie jak już będziesz chciała doprowadzić swoje brwi do ładu to ciężko Ci będzie je na tyle zapuścić, aby nie cierpieć przy tym za bardzo. I tu już mój przykład mając 17 lat wyskubałam swoje brwi właśnie w taki cieniutki paseczek i dodatku przód moich brwi tez zaczynał się stanowczo za daleko i mimo, ze mam już 26 lat i od co najmniej 5 lub 6 lat bardzo dbam o idealny kształt brwi to nadal w pewnych miejscach włoski nie chcą rosnąć i aby wyglądały tak jak ja chcę muszę je domalowywać. O kształcie idealnym na pewno jeszcze pisać będę :).

9.       Niewłaściwy kolor korektora.

Czy pod oko czy na twarz korektor musi mieć odpowiednią kolorystykę. Wybierając kolor korektora pod oko porównaj kolor swojego podkładu z kolorem korektora i wybierz ten o ton lub pół tonu jaśniejszy. Zbyt jasny będzie się zbyt mocno odcinał od linii podkładu i zamiast rozświetlić okolice oka uzyskasz dwie jasne plamy pod okiem. Najlepiej korektor nakładać w największej ilości przy wewnętrznym kąciku oka a następnie palcem bądź pędzlem rozklepać go na całą dolną powiekę. Dzięki temu uzyskasz właśnie w miejscu największego zaciemnienia efekt najmocniejszego krycia a zewnętrzny kącik skłonny do kurzych łapek będzie miał mniejszą ilość kosmetyku, który nadmiarze właśnie może się w nich zbierać. Co do koloru korektora na wypryski i wszelakie niedoskonałości cery wybieraj taki kolor, który będzie najbardziej zbliżony do Twojej cery. Nakładając go delikatnie go wklep w podkład, aby wyrównać ich fakturę i zmiksować ich kolorystykę.

10.   Nie pudrowanie podkładu.

Fluid jest kosmetykiem płynnym i po aplikacji na twarz mniej lub bardziej wtapia się w skórę. Jednak, jeśli chcesz, aby Twój makijaż był bardziej trwały, oporny na ścieranie i nie zbierał się w naturalnych liniach i zmarszczkach należy taki o to podkład przypudrować. Panie najczęściej tłumaczą się tym, że nie lubią tzw. przeładownia makijażu lub mają cerę suchą i dodatkowy puder przesuszy ich delikatną cerę. Jeśli jesteś w tej właśnie grupie wybierz puder lekki i rozświetlający lub sypki transparentny i lekko oprósz nim twarz. Cera mieszana i tłusta powinna koniecznie być przypudrowana tak, aby zmatowić i utrwalić makijaż. Unikniesz w ten sposób błyszczenia się po pół godz. od aplikacji podkładu oraz zjadania się właśnie tego kosmetyku na nosie czy brodzie.


A więc od dzisiaj moje Drogie Czytelniczki pozbywamy się starych i złych nawyków!

Xoxo,
Marta Maluje!