wtorek, 16 czerwca 2015

"Złe" składniki w kosmetykach, czyli czego unikamy wybierając krem



Szukając kosmetyków czy to do pielęgnacji twarzy, ciała czy też do makijażu chcemy wiedzieć, co dokładnie w nim się znajduje. Nie tylko poszukujemy składników aktywnych, ale coraz więcej kobiet zwraca uwagę na to, czego tak naprawdę w nim nie ma. Nie potrzebujemy, bowiem pielęgnacji, która zawiera silikony, parabeny, oleje mineralne itp. Chcemy kosmetyków bezpiecznych, antyalergicznych i naturalnych. Coraz więcej kobiet sięga również po dermokosmetyki, które właśnie mają mieć takie właściwości. Ale czy na pewno? Czy każdy dermokosmetyk nadaje się dla wrażliwej skóry? Czy dermo kosmetyki nie zawierają w swoim składzie konserwantów i silikonów? I w ogóle, dlaczego unikamy wielu składników w kosmetykach? Dziś poniekąd rozprawię się ze składnikami potencjalnie „złymi”, których chcemy się pozbyć z naszej pielęgnacji.

PARABENY

To chyba najbardziej znienawidzone konserwanty. Wszystko w zasadzie zaczęło się od badań dr Darbre, która w swoich badaniach dowiodła wpływu parabenów w antypespirantach na rozwój nowotworu piersi. I o ile faktycznie same badania potwierdziły obecność parabenów w komórkach rakowych, to wykazały również, że tym parabenem był metyloparaben, który sam w sobie ma najsłabsze działanie estrogenne. A właśnie to działanie stymulujące parabenów w kosmetykach na układ hormonalny było przedmiotem dyskusji. Teraz, owszem potwierdza się niekorzystne działanie parabenów na organizm człowieka, ale również należy podkreślić, że są to najlepiej zbadane pod wpływem toksykologicznym konserwanty, jakie obecnie mamy na rynku. Od wielu lat, jednak cieszą się na tyle złą sławą, że wielu producentów postanowiło zrezygnować z nich zamieniając na inne rodzaje. Należy także pamiętać, że parabeny to znakomite pod względem dermatologicznym i toksykologicznym związki, które chronią nasze kosmetyki i żywność przed drobnoustrojami. Czy więc na siłę warto szukać kosmetyku „bez parabenów” wg mnie nie koniecznie. Każdy kosmetyk musi zawierać w swoim składzie konserwanty, czy to te chemiczne czy naturalne muszą się w nim znaleźć, w innym wypadku każdy krem należałoby wyrzucać po kilku aplikacjach bądź tez pakować do saszetek jednorazowych, a znacznie to zwiększyłoby ich koszty, a dwa, że lepiej używać konserwantów, które są na tyle są przebadane, że znamy ich profil toksykologiczny.

SILIKONY

O silikonach w kosmetykach można by całą książkę napisać, używamy ich bowiem w kosmetykach kolorowych, szamponach, odżywkach ale również w pielęgnacji ciała. Zwolennicy silikonów podkreślają, ze dają rewelacyjny efekt wygładzenia, przedłużają trwałość makijażu, wypełniają zmarszczki dając efekt optycznego odmłodzenia skóry. Przeciwnicy z kolei twierdzą, że zapychają skórę i nie pozwalają jej oddychać, blokują mieszki włosowe, przez co składniki odżywcze z masek nie wnikają do żywej części włosa, czy też nadmierne stosowanie silikonów sprawia, że skóra się odwadnia. Kto ma rację? I zwolennicy i przeciwnicy. Zależy, kto co lubi i na czym komu zależy. Ja osobiście nie znoszę silikonów codziennej pielęgnacji, ale bardzo chętnie sięgam po odżywki do włosów z silikonami, bo tylko wtedy mogę je rozczesać. Najważniejsze jest to, aby nie przesadzać z silikonami. I jeśli już sięgasz po bazę silikonową to nakładaj ją tylko na ważne okazje, nie na co dzień. Unikaj ich również w przypadku, gdy masz cerę skłonna do wyprysków, bo warstwa nieprzepuszczalnych silikonów może zapchać ujścia gruczołów łojowych i zwiększyć ryzyko powstawania zaskórników. Odżywki z silikonami nakładaj na same końcówki, dzięki czemu włosy się wygładzą i łatwiej będzie je rozczesać a nie będą zalegać na skórze głowy dając np. efekt obciążenia. Ważne jest też, aby silikony, które są obecne w kosmetykach były rozpuszczalne w wodzie. Jak to poznać? Po składzie INCI, szukaj więc w nim: dimethicone copolyol, lauryl methicone copolyol, hydroxypropyl polysiloxane. Nierozpuszczalne w wodzie, ale łatwo usuwalne z powierzchni skóry to: amodimethicone, dimethicone, dimethiconol, beheonoxy dimethicone, phenyl trimethicone. Silikony, które usuniesz tylko za pomocą SLS: simethicone, trimethicone, trimethylsilylamodimethic one, trimethylsiloxysilicates. I na koniec lista silikonów odparowywujących z powierzchni tuż po aplikacji: cyclometicone, cyclopentasiloxane, cyclotetrasiloxane, cyclohexasiloxane, octamethyl cyclotetrasiloxane. 

SLS, SLES

Sodium Lauryl Sulfate – SLS, Sodium Laureth Sulfate – SLES. A co to dokładnie jest? To bardzo tani mocno pieniący się detergent. Początkowo używany był w przemyśle do odtłuszczania i mycia urządzeń i pomieszczeń, obecnie natomiast ciężko spotkać jakiś żel bądź też szampon bez tego składnika. Dlaczego w takim razie są one tak bardzo niebezpieczne dla naszej skóry? Przede wszystkim, dlatego, że używane przez długi okres mają tendencję do kumulowania się w naszych tkankach. Oprócz tego stosowane regularnie przesuszają naskórek, zaburzają wydzielanie łoju i potu, powodują świąd i wypryski, przyczyniają się do powstawania cyst, prosaków i guzków zapalnych. Szczególnie niebezpieczne są dla małych dzieci. SLS tylko pozornie dobrze oczyszczają naszą skórę, w rzeczywistości niszczą ochronną barierę lipidową, doprowadzając do nadmiernego przesuszenia naskórka. 

FORMALDEHYD

Jest to jeden z najpopularniejszych konserwantów w kosmetykach. Nie tylko zwalcza bakterie, ale również grzyby i pierwotniaki. Często używany jest w antypespirantach ze względu na działanie ściągające i przeciwpotne. Z chemicznego punktu widzenia formaldehyd to gaz silnie trujący, drażniący skórę i układ oddechowy. Działa również cytotoksycznie, rakotwórczo i alergizująco, a także ścina białka strukturalne i enzymatyczne. Dlaczego więc tak bardzo jest popularny w kosmetykach? Przede wszystkim ze względu na swoje wszechstronne działanie konserwujące i rewelacyjne działanie utwardzające płytkę paznokcia. Największy szał na odzywki z formaldehydem zapoczątkowała firma Eveline. Ich odżywki zawierają aż 2 % formaldehydu, czyli największe możliwe stężenie dostępne w kosmetykach. Początkowo po ich stosowaniu płytka paznokcia staje się grubsza, szybciej rośnie, nie rozdwaja się i nie pęka. Niestety ten efekt nie utrzymuje się zbyt długo a po „przedawkowaniu formaldehydu” następuje pieczenie, uczucie bólu, suchość i pękanie skórek wokół paznokcia i samego paznokcia a w konsekwencji złuszczenie płytki paznokcia czy tez uszkodzenie macierzy. Warto również zwrócić uwagę na skład kosmetyku i obecność w nim tzw. związków uwalniających formaldehyd (Quaternium-15, DMDM Hydantoina, diazolidinyl urea, Hydroksymetyloglicynian sodu).

OLEJE MINERALNE, PARAFINA, OLEJ PARAFINOWY

Chemicznie patrząc na te związki to nic innego jak pochodne ropy naftowej. Od wielu lat są używane, zwłaszcza parafina, jako składniki kosmetyczne tworzące na powierzchni skóry ochronny płaszcz, zwłaszcza w przypadku skóry wrażliwej, alergicznej czy też atopowej. Same w sobie nie wchłaniają się w głąb naszego naskórka a jedynie uzupełniają zaburzony płaszcz hydrolipidowy. Stąd też cera tłusta lub trądzikowa niekoniecznie dobrze będzie czuła się w kremach z tymi właśnie składnikami, gdyż działają komedogennie. 

GLIKOL PROPYLENOWY

Składnik kosmetyczny nawilżający skórę, ponieważ ma zdolność przenikania przez warstwę rogową naskórka, ułatwia wchłanianie się innych składników, jest więc promotorem wchłaniania. Dodawany do kosmetyków działa, jako humektant, czyli związek, który zapobiega wysychaniu się danego produktu. Niestety ma również działanie toksyczne dla naszego organizmu. Po spożyciu działa rakotwórczo i uszkadzająco na wątrobę. Może również działać drażniąco na naskórek prowadząc do kontaktowego zapalenia skóry. Ważna informacja dla osób z cerą trądzikową lub tłustą: glikol propylenowy wraz z łojem i keratynocytami tworzy mieszankę zatykającą ujścia gruczołów łojowych.

TALK

Najpopularniejszy wypełniacz kosmetyków kolorowych. Nadaje im, bowiem przyjemną jedwabistość i miękkość, a dodatkowo nie gasi kolorów jak np. białe pigmenty. Ze względu na zdolność pochłaniania potu i łoju jest także częstym składnikiem dezodorantów czy pudrów do stóp i ciała. Niestety pochłaniając sebum tworzy mazistą sustancję, która zaburza oddychanie skóry i zwiększa tendencję do pojawiania się wyprysków i stanów zapalnych.
Czytając składy INCI na pewno znajdziecie wiele innych składników uznawanych, jako potencjalnie niebezpieczne bądź też zaburzające prace naszej skóry. Niestety w obecnych kosmetykach rzadko, kiedy można spotkać produkt, który nie posiada jakiegokolwiek „złego” związku. Na pocieszenie przytoczę słowa Paracelsusa, które usłyszałam na pierwszym wykładzie z toksykologii: Cóż jest trucizną? Wszystko jest trucizną i nic nie jest trucizną. Tylko dawka czyni, że dana substancja nie jest trucizną. 

Xoxo,
Marta Maluje!

1 komentarz:

  1. Chcecie poznac cala prawde o parabenach i innych skladnikach w kosmetykach?? Przeczytajcie to! http://www.goodies.pl/blog/parabeny-w-kosmetykach-cala-prawda-o-parabenach/

    OdpowiedzUsuń